August 17, 2026 Feed v2

Teściowa zażądała 20 0tysięcy miesięcznie

Marina i Siergiej pobrali się pod koniec sierpnia. Urządzili skromne wesele dla około dwudziestu osób, ale dokładnie takie, jakiego chcieli. Marina od początku stanowczo sprzeciwiała się wynajmowaniu ogromnej sali bankietowej na dwustu gości. Wolała przytulną kawiarnię z tarasem i obecność najbliższych.

Po ślubie młodzi małżonkowie wynajęli niewielką kawalerkę w nowym budynku. Później zdecydowali się na kredyt hipoteczny i własne mieszkanie. Miesięczna rata stanowiła odczuwalne obciążenie, lecz przy dwóch pensjach pozostawała możliwa do udźwignięcia.

Marina pracowała jako graficzka w agencji reklamowej. Zarabiała przyzwoicie, a wieczorami od czasu do czasu przyjmowała dodatkowe zlecenia. Siergiej był inżynierem w zakładzie produkcyjnym. Jego dochody nie należały do szczególnie wysokich, ale były stabilne.

Ich plany były proste i przyjemne. Najpierw chcieli spokojnie przetrwać pierwszą zimę, a później rozpocząć oszczędzanie na remont. Kuchnia wymagała zmiany układu, natomiast podłogi w całym mieszkaniu nadawały się do wymiany.

Początek wspólnego życia
Pierwsze tygodnie we własnym mieszkaniu upływały im bez większych problemów. Rano Marina parzyła kawę, podczas gdy Siergiej golił się w łazience i nucił pod nosem. Wieczorami wspólnie przygotowywali kolację, zastanawiali się nad wyborem tapet do sypialni i śmiali z nietrafionych zakupów dokonanych podczas wyprzedaży.

Wydawało się, że czeka ich spokojne, uporządkowane życie rodzinne. Wkrótce jednak do tej bezpiecznej przystani zaczęła wkraczać Galina Iwanowna, matka Siergieja.

Pierwsza wizyta teściowej
Teściowa pojawiła się tydzień po zakupie mieszkania. Przyniosła ciasto oraz mnóstwo rad dotyczących właściwego prowadzenia domu. Marina uprzejmie jej słuchała, potakiwała i dziękowała za wszystkie wskazówki.

Już wtedy zaniepokoił ją jednak ton Galiny Iwanowny. Kobieta mówiła tak, jakby ślub syna zmienił nie tylko jego stan cywilny, lecz także jej własną pozycję. Zachowywała się, jakby wraz z małżeństwem Siergieja otrzymała szczególne prawo do decydowania o życiu młodej pary.

— Rozumiesz przecież, że Sierioża jest moim jedynym synem — powiedziała, krytycznie oglądając mieszkanie. — Poświęciłam mu całe życie. Wychowywałam go sama, bez męża. Nieraz nie spałam po nocach, żeby tylko niczego mu nie brakowało.

— Oczywiście, że rozumiem — odpowiedziała Marina, nalewając herbatę do filiżanek. — To ogromne osiągnięcie, że poradziła sobie pani sama.

— Właśnie — przytaknęła z zadowoleniem teściowa, jakby otrzymała potwierdzenie niezwykle ważnej tezy. — Nie każda matka byłaby do tego zdolna.

W podobnych sytuacjach Siergiej zwykle obracał wszystko w żart, zmieniał temat i ukradkiem głaskał żonę po ramieniu. Dawał jej w ten sposób do zrozumienia, że powinna uzbroić się w cierpliwość, ponieważ jego matka po prostu taka jest.

Marina starała się nie przywiązywać do tego większej wagi. Wiedziała, że niektóre matki lubią przypominać o swoich poświęceniach i zasługach. Początkowo uznawała więc zachowanie teściowej jedynie za męczący nawyk.

Żądanie zapłaty za wychowanie syna
Dwa tygodnie później sugestie Galiny Iwanowny stały się znacznie bardziej konkretne.

— Marino, pomyśleliście w ogóle o tym, że teraz powinniście zadbać również o mnie? — zapytała podczas niedzielnej herbaty, starannie mieszając cukier w filiżance. — Słyszałam, że dobrze zarabiasz. Projektowanie, reklama… To przecież nie fabryka. Pieniądze muszą być przyzwoite.

Marina natychmiast się spięła, ale postanowiła odpowiedzieć swobodnie.

— Oboje pracujemy i próbujemy trochę oszczędzać. Mamy kredyt hipoteczny, a przed nami jeszcze remont.

— Remont może zaczekać — odparła teściowa lekceważącym tonem, jakby chodziło o mało istotną zachciankę. — Wdzięczność nie powinna czekać. Uważam, że co miesiąc powinniście przelewać mi określoną kwotę. W ramach podziękowania za to, że wychowałam ci takiego męża.

Marina zastygła z filiżanką w dłoni. Przez chwilę nie była pewna, czy dobrze usłyszała.

— Galino Iwanowno, przepraszam, ale czy pani mówi poważnie?

— Całkowicie poważnie — odpowiedziała teściowa z godnością osoby przedstawiającej od dawna należne i sprawiedliwe żądanie. — Sama wychowałam Sieriożę i dałam mu wszystko, co mogłam. Teraz nadszedł czas, żebym dostała coś w zamian.

Marina spojrzała na męża, oczekując zdecydowanej reakcji. Siergiej jedynie uśmiechnął się niezręcznie i rozłożył ręce, jakby przepraszał za bezpośredniość matki.

— Mamo, co ty wygadujesz? — wymamrotał. — Nie rozmawiajmy teraz o tym.

— A kiedy, Sieriożeńka? Kiedy rak na górze zagwiżdże? — prychnęła Galina Iwanowna.

Odstawiła filiżankę na spodek z cichym brzękiem i wstała od stołu, całym zachowaniem pokazując, że uważa sprawę za daleką od zakończenia.

Teściowa ustala konkretną kwotę
Tamta rozmowa pozornie rozpłynęła się w codziennych obowiązkach. Spokój nie trwał jednak długo. Po kilku dniach Galina Iwanowna ponownie zadzwoniła do synowej i bez żadnego wstępu wróciła do wcześniejszego tematu.

— Marino, przemyślałam wszystko i uznałam, że najsprawiedliwiej będzie ustalić konkretną sumę. Powiedzmy dwadzieścia tysięcy miesięcznie. Nieźle zarabiasz, więc nie będzie to dla ciebie poważny wydatek.

Marina starała się mówić możliwie spokojnie, chociaż narastało w niej rozdrażnienie.

— Galino Iwanowno, dopiero rozpoczęliśmy wspólne życie. Spłacamy kredyt, planujemy remont i odkładamy na meble. W tej chwili nie możemy sobie pozwolić na taki wydatek. Szczerze mówiąc, nie rozumiem też, dlaczego mielibyśmy co miesiąc przekazywać komuś pieniądze.

— Komuś? — oburzyła się teściowa. — Nie jestem kimś przypadkowym, tylko matką twojego męża! Gdyby nie ja, w ogóle nie miałabyś tak dobrego męża.

— Doceniam to, co zrobiła pani dla syna — odpowiedziała Marina, pilnując spokojnego tonu. — Wychowanie własnego dziecka nie jest jednak usługą, za którą później należy się zapłata.

Po drugiej stronie zapadła cisza, a po chwili w słuchawce rozległ się krótki sygnał. Galina Iwanowna zakończyła rozmowę, wyraźnie urażona odpowiedzią synowej.

Codzienne telefony i coraz większa presja
Od tego dnia teściowa zaczęła dzwonić niemal codziennie. Każda rozmowa przebiegała według tego samego schematu. Najpierw uprzejmie pytała, co słychać u młodej pary, a następnie płynnie przechodziła do interesującej ją kwestii.

— Ustaliliście już datę pierwszego przelewu? — pytała pogodnie, jakby chciała poznać plany na weekend.

— Galino Iwanowno, już o tym rozmawiałyśmy — wzdychała Marina. — Na razie nie mamy takiej możliwości.

— Dziwne — odpowiadała złośliwie teściowa. — Dobra synowa dawno sama by wszystko zrozumiała i nie potrzebowałaby ciągłych przypomnień. Do ciebie jednak nic nie dociera.

Po każdej podobnej rozmowie Marina odkładała telefon z ciężarem w piersi. Czuła się tak, jakby połknęła coś ostrego i nieprzyjemnego.

Siergiej słyszał urywki tych rozmów, lecz tylko kręcił głową. Zapewniał, że matka w końcu ochłonie, przestanie się złościć i da im spokój. Jego słowa nie przynosiły jednak Marinie żadnej ulgi.

Niezapowiedziana wizyta
Po dwóch tygodniach wywierania presji Galina Iwanowna postanowiła działać bezpośrednio. W sobotni poranek pojawiła się pod drzwiami młodej pary bez telefonu i wcześniejszego uprzedzenia. Marina wciąż miała na sobie szlafrok, a Siergiej zajmował się ekspresem do kawy w kuchni.

— Otwieraj, to ja! — rozległ się stanowczy głos zza drzwi.

Teściowa weszła do mieszkania i niemal natychmiast rozpoczęła rozmowę od pretensji.

— Zamierzacie dalej to przeciągać? — zapytała, zdejmując płaszcz i rzucając go na kanapę. — Minął już miesiąc, a od was ani widu, ani słychu.

— Dzień dobry, Galino Iwanowno — powiedziała Marina, próbując rozładować napięcie. — Proszę wejść, zaraz przygotujemy herbatę.

— Nie mam teraz głowy do herbaty — ucięła kobieta.

Usiadła na kuchennym stołku z miną osoby zajmującej pozycję przed decydującą bitwą.

— Zupełnie straciłaś poczucie przyzwoitości? Do reszty się rozzuchwaliłaś!

Siergiej wyszedł zza stołu i spróbował uśmiechnąć się pojednawczo.

— Mamo, porozmawiajmy spokojnie.

— Ty w ogóle milcz! — odwróciła się do niego. — Po prostu miałeś pecha, że trafiła ci się taka wyrachowana żona. Inny dostałby normalną kobietę, a tobie przypadła właśnie ta.

Marina poczuła, jak krew napływa jej do twarzy, lecz nadal usiłowała nad sobą panować.

— Galino Iwanowno, nie zrobiłam nic złego. Po prostu nie jesteśmy gotowi przekazywać teraz pieniędzy na zewnątrz naszego gospodarstwa domowego.

— Na zewnątrz? — niemal zapiszczała teściowa. — Nie jestem nikim obcym, tylko matką twojego męża! Przelewy mają stać się waszym comiesięcznym obowiązkiem. Rozumiesz? Obowiązkiem!

Jej głos stawał się coraz donośniejszy i odbijał echem od ścian kuchni. Napięcie rosło z każdą minutą. Marina stała przy oknie z rękami skrzyżowanymi na piersi. Czuła narastającą jasność myśli, która pojawia się wtedy, gdy cierpliwość dobiega końca i nie można już dłużej ustępować.

Dalsza część na następnej stronie:
Share on Facebook