Etap 6. Cudzy podpis i cudze plany
Trzy dni później zadzwoniła do mnie kobieta z agencji nieruchomości.
— Olga Andriejewna? Nazywam się Swietłana. Może pani rozmawiać?
— Tak.
— Chciałam doprecyzować, czy rezygnuje pani ze sprzedaży mieszkania?
Poczułam chłód w dłoniach.
— Jakiej sprzedaży?
— Pani narzeczony Stanisław kontaktował się z nami w sprawie wstępnej wyceny. Mówił, że po ślubie planujecie sprzedać obecne mieszkanie i kupić trzypokojowe bliżej jego rodziców.
Powoli usiadłam.
— Kiedy się kontaktował?
— Około dwóch tygodni temu. Przesłał zdjęcia, rzut mieszkania i kopię wypisu. Dzisiaj poinformował, że transakcja zostaje odłożona. Postanowiłam potwierdzić to u właścicielki.
— Skąd miał kopię wypisu?
— Powiedział, że dostał ją od pani.
Przypomniałam sobie teczkę z dokumentami, którą wyciągałam przed spotkaniem w banku.
Przez kilka dni leżała na biurku.
— Niczego mu nie przekazywałam.
Swietłana zamilkła.
— W takim razie przepraszam. Usuniemy materiały.
— Proszę przesłać mi korespondencję.
— Nie jestem pewna, czy mogę.
— Chodzi o moje dokumenty wykorzystane bez mojej zgody.
Godzinę później na mojej skrzynce były zrzuty ekranu.
Stas pisał do pośrednika z całkowitą pewnością siebie:
„Mieszkanie narzeczonej. Po ślubie będziemy sprzedawać”.
„Ona jeszcze się waha, ale przekonam ją”.
„Chcemy mieszkać bliżej moich rodziców, żeby mama mogła pomagać przy dzieciach”.
„Proszę wycenić wysoko. Remont jest dobry, chociaż dzielnica średnia”.
Czytałam te wiadomości i nie czułam już nawet zwykłej urazy.
Czułam chłód.
Ten jasny, uporządkowany chłód, który pojawia się wtedy, kiedy człowiek przestaje się zastanawiać, czy może przesadza.
Zadzwoniłam do prawnika.
Zmieniłam hasła do poczty, aplikacji bankowych i portalu usług państwowych.
Zamówiłam nowy wypis z rejestru.
Złożyłam wniosek o zakaz dokonywania czynności rejestrowych bez mojego osobistego udziału.
Następnie wezwałam ślusarza i wymieniłam zamek.
Po tej rozmowie zrozumiałam, że nawet odzyskanie dwóch kluczy nie dawało mi pewności, ile kopii Stas mógł wykonać wcześniej.
Etap 7. Rodzinna narada numer dwa
W sobotę, dokładnie tydzień po pierwszej „naradzie rodzinnej”, ktoś ponownie zadzwonił do drzwi.
Tym razem najpierw spojrzałam w kamerę.
Na klatce stali Stas, Tamara Anatoljewna i Wiktor Siergiejewicz.
Nie otworzyłam.
— Ola! — krzyknęła Tamara Anatoljewna. — Przyszliśmy normalnie porozmawiać!
— Proszę mówić przez drzwi.
— Nie będziemy się poniżać na klatce!
— W takim razie proszę wrócić do domu.
Stas wyjął klucz i próbował wsunąć go do zamka.
Nie pasował.
Na jego twarzy pojawiło się tak autentyczne zdziwienie, że mimowolnie się uśmiechnęłam.
— Zmieniłaś zamek?!
— Tak.
— Po co?
— Żeby osoby z tajnymi kopiami nie mogły wchodzić.
Tamara Anatoljewna szturchnęła syna w ramię.
— Mówiłam ci, że trzeba było wcześniej!
Za drzwiami natychmiast zapadła cisza.
— Co wcześniej? — zapytałam.
— Nic — odpowiedział szybko Stas.
— Tamaro Anatoljewno, proszę dokończyć. Co powinien był zrobić wcześniej?
— Otwórz, wtedy porozmawiamy!
— Nagrywam rozmowę.
Nie nagrywałam.
Ale zadziałało.
Głos Tamary Anatoljewny natychmiast stał się cichszy.
— Ola, jesteś dorosłą kobietą. Wiesz, że samotnie jest ciężko. Stas jest pracowitym mężczyzną. Tak, ma teraz kredyt. Tak, nie zarabia ogromnych pieniędzy. Ale rodzina powinna się wspierać.
— Wspierałam.
— A teraz przez własną dumę niszczysz mu życie.
— Jego życie opiera się na moim mieszkaniu?
— Znowu to mieszkanie! — pisnęła. — Jakby to jakiś pałac był! Zwykłe dwa pokoje na obrzeżach!
— W takim razie dlaczego tak bardzo panią martwi, że już tutaj nie mieszka?
Wiktor Siergiejewicz zakaszlał.
— Tamara, chodźmy.
— Nie! Niech wyjaśni, dlaczego postanowiła skompromitować nas przed całą rodziną!
— Nikogo nie kompromitowałam. Po prostu odwołałam własny ślub.
— Własny? A Stasik kim tam był? Dekoracją?
— Narzeczonym. Dopóki nie zaczął rozporządzać moim życiem i nieruchomością.
Stas uderzył dłonią w drzwi.
— Wystarczy! Jeszcze będziesz żałować! Zostać samą w wieku trzydziestu pięciu lat to nie żarty!
— Mam trzydzieści pięć, a nie dziewięćdziesiąt pięć.
— Kto cię będzie chciał z takim charakterem?
— Ja sama.
Znów zapadła cisza.
Po chwili Wiktor Siergiejewicz powiedział:
— Chodźmy. Ludzie już patrzą.
Odeszli.
Na schodach usłyszałam jeszcze Tamarę Anatoljewnę:
— Trzeba było od razu załatwić meldunek! Ile razy ci mówiłam!
Od tej chwili nie miałam już żadnych wątpliwości.
Etap 8. Rozliczenie bez sentymentów
Tydzień później Stas wysłał mi żądanie zwrotu pieniędzy, które rzekomo zainwestował w remont mieszkania.
Kwota wyglądała imponująco.
Dwieście pięćdziesiąt tysięcy rubli.
Do wiadomości dołączył listę:
„Malowanie ścian”.
„Montaż baterii”.
„Zakup kanapy”.
„Naprawa instalacji elektrycznej”.
Przesłałam listę Lenie.
Zadzwoniła po minucie i ledwo mogła mówić ze śmiechu.
— Przypisał sobie malowanie ścian? Przecież wtedy jeszcze u ciebie nie mieszkał!
— Widocznie pomagał duchowo.
— A kanapa?
— Kupiłam ją rok przed naszym poznaniem.
— Bateria?
— Raz trzymał latarkę, kiedy wymieniałam uszczelkę.
Lena znowu wybuchnęła śmiechem.
Odpisałam Stasowi:
„Przedstaw rachunki i dowody zapłaty. Potem możemy rozmawiać”.
Rachunków nie było.
Wieczorem pojawiła się natomiast następna wiadomość:
„W takim razie oddaj pierścionek”.
Zdjęłam srebrny pierścionek, włożyłam do małego pudełka i wysłałam kurierem z wykazem zawartości.
Godzinę później Stas zadzwonił.
— Kpisz sobie ze mnie?
— Poprosiłeś o zwrot pierścionka.
— Napisałem to pod wpływem emocji!
— Ja też pod wpływem emocji nie wyszłam za ciebie.
— Kosztował dwanaście tysięcy!
— W sklepie podobny kosztuje cztery i pół.
— Co mnie obchodzi obecna cena?
— Nic. Pierścionek masz z powrotem.
— Rozumiesz, że sama wszystko zniszczyłaś?
— Nie, Stas. Ja tylko w porę zauważyłam, że budowałam to sama.
Rozłączyłam się i zablokowałam numer.
