Prośba o drugą szansę
Spotkali się w tej samej kawiarni. Andriej wyglądał na zmęczonego i wyraźnie schudł.
— Dziękuję, że przyszłaś.
— Mów szybko. Mam swoje sprawy.
— Marina urodziła. Chłopca. Nazwaliśmy go Dima.
— Gratuluję. To wszystko?
Andriej zawahał się.
— Nie. Wika, zrozumiałem, że popełniłem błąd. Ogromny błąd.
— Za późno.
— Może jeszcze nie? Może moglibyśmy zacząć od początku?
Wika spojrzała na niego uważnie. To wciąż był ten sam Andriej, tylko starszy, zmęczony i wyraźnie nieszczęśliwy.
— A Marina i dziecko?
— Nie wiem. Jakoś to rozwiążemy.
— „Jakoś”? Masz syna, Andriej. Małe dziecko, które cię potrzebuje. A ty chcesz je zostawić po to, żeby próbować skleić coś, co sam rozbiłeś?
— Ale zrozumiałem, że cię kocham.
Wika popatrzyła na niego spokojnie.
— Zrozumiałeś to wtedy, kiedy trzeba było zacząć zmieniać pieluchy i wstawać w nocy do dziecka?
Nie odpowiedział.
Wika wstała.
— Jedź do swojego syna. Bądź dla niego dobrym ojcem. A ja naprawdę dobrze sobie radzę bez ciebie.
— Wika, zaczekaj!
Nie zatrzymała się.
Nowy początek
Minęło pół roku.
Wika zaczęła pracować w biurze podróży. Nastia przeniosła się do nowej szkoły i szybko znalazła tam nowych przyjaciół.
A w życiu Wiki coraz częściej pojawiał się Siergiej.
Najpierw spotykali się w sprawach związanych z rozwodem. Potem zaczęli po prostu rozmawiać. Z czasem ich relacja stała się czymś więcej.
Wika powtarzała sobie, żeby się nie spieszyć.
Siergiej również jej nie poganiał. Po prostu był obok. Spokojny, uczciwy i przewidywalny w najlepszym znaczeniu tego słowa. Bez ukrywanych telefonów, wymówek i tajnych mieszkań.
Pewnego dnia Nastia zapytała:
— Mamo, wujek Sierioża będzie z nami mieszkał?
— Nie wiem, kochanie. A co ty o tym myślisz?
— Dla mnie w porządku. Jest fajny. I umie piec ciasto.
Kiedy któregoś wieczoru Siergiej się oświadczył, Wika przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć.
— Pomyśl — powiedział. — Nie musisz się spieszyć. Mamy czas.
Czas.
Właśnie tego brakowało jej przez ostatnie lata. Teraz miała go dla siebie, dla córki i dla nowego uczucia.
Spotkanie po roku
Rok później Wika i Siergiej wzięli ślub.
Na uroczystości niespodziewanie pojawił się Andriej.
— Czego on chce? — zapytał Siergiej, marszcząc brwi.
— Nie wiem. Zaraz się dowiemy.
Andriej stał przy wejściu do restauracji z bukietem białych róż.
— Gratuluję — powiedział cicho. — Bądź szczęśliwa.
— Dziękuję. Jak się masz? Jak syn?
— Rośnie. Dobry z niego chłopak.
Zamilkł na chwilę.
— Wika, wybacz mi. Za wszystko.
Uśmiechnęła się.
— Już ci wybaczyłam. Inaczej nie potrafiłabym być dziś tak szczęśliwa.
Andriej skinął głową i ruszył w stronę wyjścia.
— Tato! — zawołała Nastia, podbiegając do niego w eleganckiej sukience. — Poczekaj. Chcesz poznać wujka Sieriożę?
Wtedy wydarzyło się coś, czego Wika się nie spodziewała.
Siergiej podszedł do Andrieja i wyciągnął rękę.
— Dziękuję.
— Za co? — zdziwił się Andriej.
— Za to, że zachowałeś się jak głupiec — odpowiedział Siergiej poważnie. — Gdyby nie ty, być może nigdy nie spotkałbym najlepszej kobiety na świecie.
Andriej przez chwilę patrzył na niego zaskoczony, a potem uścisnął wyciągniętą dłoń.
— Tak… chyba masz rację.
Wika stała obok dwóch mężczyzn, którzy odegrali w jej życiu tak różne role, i po raz pierwszy od dawna nie czuła ani gniewu, ani żalu.
Zrozumiała, że czasem wydarzenie, które w pierwszej chwili wydaje się końcem wszystkiego, może stać się początkiem zupełnie nowego etapu.
I pomyślała, że dobrze zrobiła wtedy, gdy po latach wahania przefarbowała włosy na rudo.
Dla niej ten kolor na zawsze pozostał kolorem nowego życia.
