Minęły trzy miesiące. Pewnego wieczoru, gdy jak zwykle położył na stole kolejną paczkę pieniędzy, Anna nakryła ją dłonią. „Wystarczy, Oleg”. Podniósł na nią wzrok. „Jeszcze nie wszystko oddałem”. – „Nie chodzi o pieniądze, i ty o tym wiesz. Spłaciłeś je”. Zamilkła, dobierając słowa. „Złożyłam pozew o rozwód”. Spodziewał się tego. Przez te wszystkie miesiące czekał na ten cios, i oto nadszedł. Ale dlaczego nie było złości, ani urazy? Tylko głuchy, tępy ból i pustka. „Rozumiem” – powiedział cicho. – „Nie. Nie rozumiesz” – spojrzała mu prosto w oczy, a w nich nie było już ani chłodu, ani litości. Tylko nieskończone, ogromne zmęczenie. „Kocham cię, Oleg. Tego ciebie, którego pokochałam kiedyś. Ale nie mogę dłużej żyć z twoją siostrą. Ona zawsze będzie niewidzialnie między nami. Nie mogę być twoim nadzorcą, twoim bankierem i twoim psychologiem. Po prostu chcę być żoną. A ty… ty nie potrafisz być tylko mężem. Zawsze będziesz jeszcze ratownikiem”. Wstała, podeszła do okna i spojrzała na nocne miasto. „Może kiedyś sobie z tym poradzisz. Nauczysz się żyć swoim życiem. Ale ja nie mogę dłużej czekać. Moje życie też mija. Wyjadę na kilka miesięcy do innego miasta, otwieramy tam filię. Mieszkanie zostaje tobie. Pieniądze, które oddałeś…” – zaśmiała się gorzko – „leżą na koncie. To twoje. Potraktuj to jako odprawę”. Mówiła równo, prawie bez emocji, ale Oleg widział, jak drży jej podbródek. Nie wyrzucała go. Ona go odpuszczała. I to było najgorsze. Nie próbował jej zatrzymać. Nie obiecywał niczego. Zrozumiał, że słowa teraz nic nie znaczą. Dała mu najokrutniejszą i najważniejszą lekcję w życiu. I musiał ją przyswoić. Sam. Tydzień później Anna wyjechała. Mieszkanie, jeszcze niedawno wydające się ciasne od napięcia, stało się ogromne i puste. Oleg został sam na sam z zapachem jej perfum w sypialni, z jej książką na szafce nocnej i z dudniącą ciszą, w której wyraźnie słychać było, jak runęło jego dotychczasowe życie. Nie wiedział, co będzie dalej. Ale wiedział na pewno, że nigdy więcej nie pozwoli, by cudza tragedia stała się ważniejsza od jego własnego życia. Nauka była zbyt kosztowna.
