– Jak to wysłałaś Romkę do pracy głodnego? – oburzała się Tatiana Nikołajewna. – Jaka z ciebie w ogóle żona?
Helena ledwo przekroczyła próg własnego mieszkania. Torba z zaświadczeniami lekarskimi i formularzami ciążyła jej na ramieniu. Dwanaście godzin na szpitalnych korytarzach, zapach leków i środków dezynfekcyjnych wsiąkł w ubranie. A teściowa już była na miejscu.
– Tatiano Nikołajewno, dopiero co wróciłam z nocnej zmiany – powiedziała zmęczonym głosem Helena. – Roma już wyszedł, gdy przyszłam.
– Właśnie! – teściowa obróciła się całym ciałem. – Normalna żona wstaje wcześniej, przygotowuje mężowi śniadanie. A ty co? Nocami włóczysz się po szpitalach, a rodzina jest u ciebie na ostatnim miejscu.
Helena oparła się o framugę drzwi. Oczy kleiły się ze zmęczenia.
– Pracuję jako lekarz, a nie włóczę się – powiedziała cicho Helena. – I to moja pensja utrzymuje tę rodzinę.
– Pensja! – parsknęła Tatiana Nikołajewna. – Przez dwa lata małżeństwa mogłabyś już kupić mieszkanie za swoje pieniądze. A zamiast tego co? Wynajmujecie, jak jacyś studenci.
Helena powoli zdjęła buty. Nogi drętwiały po wielogodzinnym dyżurze.
– Tatiano Nikołajewno, muszę się wyspać przed następną zmianą.
– A jak dom wygląda! – teściowa zakreśliła ręką kuchnię. – Naczynia nieumyte, kurz wszędzie. Nieudana synowa, jednym słowem.
– Proszę – Helena podniosła głos. – Naprawdę jestem bardzo zmęczona. Może porozmawiamy w innym terminie?
Tatiana Nikołajewna zebrała torebkę i skierowała się do wyjścia.
– Dobrze, dobrze. Widzę, że jestem tu zbędna. Tylko się potem nie dziw, jeśli Romka znajdzie sobie gospodarną żonę.
Drzwi zatrzasnęły się. Helena opadła na kuchenne krzesło. Cisza otulała mieszkanie. Przez okno przebijały się pierwsze promienie wiosennego słońca.
Helena obudziła się od dźwięku kluczy w zamku. Roman wrócił z pracy wcześniej niż zwykle. Twarz ponura, ruchy gwałtowne.
– Nieźle przyjęłaś moją matkę – powiedział mąż, nawet się nie przywitawszy.
– Roman, wróciłam z nocnej zmiany – Helena wstała z kanapy. – Chciałam po prostu odpocząć.
– Mama przyjechała do nas w odwiedziny, a ty ją wygnałaś! Nawet herbatą jej nie poczęstowałaś.
– Nie wyganiałam. Po prostu poprosiłam o zrozumienie.
– Zrozumienie! – Roman rzucił klucze na komodę. – Mama mówi, że rozmawiałaś z nią jak ze służącą.
Helena zmarszczyła brwi. Podobne rozmowy zdarzały się regularnie. Roman zawsze stawał po stronie matki.
– Roma, pracuję całymi dobami, żebyśmy mogli wynajmować to mieszkanie i kupować jedzenie. Po prostu nie mam sił zabawiać twojej matki.
– Zabawiać? To twoja teściowa, a nie obca osoba.
– Dobrze – Helena usiadła z powrotem na kanapie. – Następnym razem nakryję stół z trzema zmianami dań.
Roman zignorował sarkazm żony. Przeszedł do kuchni, trzasnął drzwiczkami lodówki.
– I w ogóle, Lena, może czas pomyśleć o normalnej pracy? Nie w szpitalu, gdzie trzeba nocami znikać?
– Normalnej? – powtórzyła Helena. – Roman, jestem lekarzem. To mój zawód.
– Zawód, który nie daje ci czasu na rodzinę.
– A twoja matka gdzie pracuje? – zapytała ostro Helena. – Albo twó
