– Masza, dzwoniła do mnie mama – zaczął Denis, ledwo przekraczając próg mieszkania. – Remont u niej się przeciąga, budowlańcy obiecywali miesiąc, a teraz mówią, że potrzeba półtora.
Maria podniosła wzrok znad komputera. Dzień pracy się skończył, ale raporty wymagały poprawek.
– I co dalej? – zapytała ostrożnie.
– No, prosi, żeby pomieszkać u nas. Maksymalnie dwa miesiące, dopóki nie skończą.
Maria wstała od biurka. Mieszkanie było jej dumą. Trzy lata temu kupiła to dwupokojowe mieszkanie w nowym budownictwie, wkładała każdą złotówkę w remont. Parkiet wybierała sama, tapety kleiła do trzeciej w nocy, każde gniazdko montowała pod swoje potrzeby.
– Denis, ale to jest moje mieszkanie – przypomniała Maria. – Jesteśmy małżeństwem dopiero od pół roku.
– Wiem wszystko! – machnął ręką mąż. – Ale mama jest w rozpaczy, Masza. Budowlańcy narobili takiego bałaganu, że nie da się żyć. Kurz, brud, zimno.
– A hotel? Wynajęte mieszkanie?
– Jaki hotel? – Denis usiadł obok żony na kanapie. – Masza, to przecież nie jest obca osoba. To w końcu moja matka.
Maria przypomniała sobie dzieciństwo. Ciągłe wyrzuty ze strony krewnych ojczyma: „To nie twoja córka, a trzeba ją wychowywać”. Mycie naczyń za całą rodzinę od ósmego roku życia. Pranie, sprzątanie, gotowanie. „Maria, skocz do sklepu. Maria, wyprasuj koszule. Maria, przygotuj obiad, dorośli są zmęczeni”. O niczym nie decydowała, nie miała prawa głosu.
– Dobrze – zgodziła się. – Ale to tymczasowo. Maksymalnie półtora miesiąca.
– Oczywiście, że tymczasowo! – ucieszył się Denis. – Dziękuję, Masza. Mama będzie bardzo wdzięczna.
Galina Pietrowna przyjechała w sobotę rano z dwiema walizkami i pudełkiem domowych przetworów.
– Masza, kochana! – wycałowała synową. – Jaka ty dobra, że przyjęłaś biedną staruszkę. Takie przytulne mieszkanie! Widać gospodyni ze złotymi rękoma.
– Dziękuję – uśmiechnęła się Maria. – Proszę się urządzić w salonie, tam jest wygodna rozkładana kanapa.
– Ależ co ty, kochanie, niewiele mi trzeba. Jestem cicha jak myszka. Będę pomagać w domu, gotować coś smacznego. Mam lekką rękę do wypieków.
Pierwsze dni rzeczywiście minęły spokojnie. Galina Pietrowna chwaliła remont, zachwycała się meblami, dziękowała za każdy drobiazg. Ale Maria zauważała, jak teściowa oceniająco rozgląda się po mieszkaniu, dotyka rzeczy, zagląda do szaf.
– Masza, a te płytki w łazience jakie drogie! – powiedziała Galina Pietrowna przy śniadaniu. – Chyba włoskie? Sąsiadka miała podobne, mówiła, że kosztowały połowę mieszkania.
– Polskie – odpowiedziała Maria. – Tyle że dobrej jakości.
– Ach, polskie! – przeciągnęła teściowa. – A wyglądają jak zagraniczne. Widać, że się znasz na takich rzeczach. Mój Denis ma złote ręce, ale gustu do piękna mu brak. W końcu to mężczyzna.
W drugim tygodniu ton Galiny Pietrowny się zmienił.
– Masza, a czemu znowu na obiad makaron? – zainteresowała się teściowa, gdy Maria postawiła na stole garnek z pastą. – Denis potrzebuje mięsa, witamin. Mężczyzna pracuje, wydatkuje siły.
– Mięso było wczoraj – odpowiedziała spokojnie Maria. – Kurczak z piekarnika.
– Kurczak to nie mięso, kochanie. To tak, ptaszek. A gdzie barszcz? Zupy? Mężczyzna potrzebuje normalnego jedzenia, a nie tych waszych nowoczesnych przekąsek.
Denis w milczeniu jadł makaron, udając, że nie słyszy rozmowy.
– Galino Pietrowno, codziennie gotuję. Po prostu nie widzę sensu w ciągłym gotowaniu zup i barszczy. To mit. Organizmowi wystarczy też woda.
– A myślałam, że synowe powinny rozpieszczać mężów – westchnęła teściowa. – W moich czasach żona witała męża gorącym obiadem, a nie makaronem z torebki.
Następnego dnia teściowa znalazła nowy powód do niezadowolenia.
– Masza, a dlaczego koszule Denisa nie są wyprasowane? – zapytała Galina Pietrowna, wyciągając z szafy pogniecioną koszulę. – Mężczyzna idzie do pracy, a wygląda niechlujnie.
– Denis jest dorosłym człowiekiem – odpowiedziała Maria. – Jak trzeba, sam wyprasuje.
– Jak to sam? – wytrzeszczyła oczy teściowa. – A po co w takim razie żona? W naszej rodzinie mężczyźni nigdy sobie sami nie prasowali. To kobieca robota.
– U nas jest równouprawnienie – powiedziała stanowczo Maria. – Zarabiam tyle samo, co Denis. Obowiązki domowe dzielimy po równo.
– Równouprawnienie! – prychnęła Galina Pietrowna. – Naprzyjeżdżały tu różne feministki, rodziny rozwalają. A potem się dziwią, dlaczego faceci uciekają do innych.
Maria zacisnęła usta i wyszła do sypialni.
Atmosfera w mieszkaniu stawała się coraz cięższa. Galina Pietrowna czepiała się każdego drobiazgu. To kurz na parapecie nie wytańczony, to naczynia nie do błysku umyte. To Maria za późno wstaje, to za wcześnie kładzie się spać.
– A dlaczego telewizor nie działa? – oburzyła się teściowa w niedzielę rano. – Chcę obejrzeć serial.
– Działa. Trzeba tylko wymienić baterie w pilocie – wyjaśniła Maria.
– I czemu ty tego nie zrobiłaś? Jesteś tu przecież gospodynią!
Z teściową dom przestał być rodzimy i przytulny. Teściowa ciągle się doczepiała. Zmuszała Marię do chowania się w pokoju, wzdrygania się przed każdym szelestem.
Pewnego dnia Maria wróciła z pracy później niż zwykle. Narada przeciągnęła się do dziewiątej. Otworzyła drzwi kluczem i stanęła jak wryta.
Przedpokój był pusty. Zniknął dywan, lustro, wieszak na ubrania. Maria poszła dalej. Salon przywitał ją gołymi ścianami. Kanapa, telewizor, stolik kawowy – wszystko zniknęło. Tapety wisiały w strzępach. Parkiet był zerwany w kilku miejscach.
– Denis! – krzyknęła Maria. – Denis!
Nie było odpowiedzi. W mieszkaniu panowała cisza. Maria zajrzała do sypialni. Tam też zniknęła połowa mebli. Łóżko stało na miejscu, ale szafa zniknęła. Tapety były zdarte.
Ręce Marii drżały, gdy wybierała numer męża. Abonent niedostępny. Przeszła do kuchni – tam też panował chaos. Lodówka stała otwarta i pusta. Mikrofalówka zniknęła. Nawet część kuchennego zestawu była zdemontowana.
Maria błąkała się po mieszkaniu jak po cudzym domu. Trzy lata pracy, każda złotówka, każda nieprzespana noc z remontem – wszystko zmieniło się w ruiny. Obdarte ściany patrzyły na nią jak rany.
W przedpokoju rozległy się głosy. Maria zamarła.
– A tutaj, Denisiu, postawimy dużą szafę wnękową – mówiła Galina Pietrowna. – Jasną, pod drewno. I lustro na całe drzwi.
– Mamo, jesteś pewna, że dobrze robimy? – odpowiadał niepewnie Denis.
– Oczywiście, synku! Nie można mieszkać w takiej atmosferze. Te meble były tanie, bez gustu. Zrobimy z tego miejsca prawdziwy dom.
Drzwi się otworzyły. Na progu stali Denis i Galina Pietrowna z zadowolonymi minami.
– Maria? – powiedział zmieszany mąż. – Już jesteś?
– Gdzie są moje meble?
Galina Pietrowna rozpromieniła się w uśmiechu.
– Masza, kochana! Przygotowałyśmy ci niespodziankę! Zobacz, jaki przestron! Teraz będzie tu naprawdę pięknie.
– Gdzie. Są. Moje. Meble? – powtórzyła Maria, patrząc na męża.
– Masza, nie gniewaj się – poprosił Denis. – Mama postanowiła zrobić nam prezent. Na swój koszt remont i nowe meble kupi.
– Bez mojej zgody zdemolowaliście moje mieszkanie?
– Co ty mówisz – twoje mieszkanie! – oburzyła się Galina Pietrowna. – Mój syn tu mieszka, więc i moje. Rodzina musi być jednością. Nie może synowa dyktować mężowi warunków.
– To moja własność! Kupiona przed ślubem!
– A teraz będzie rodzinna – kontynuowała spokojnie teściowa. – Włożę w remont swoje pieniądze i już nie będziesz mogła tu dyrygować. Będziesz słuchać męża, jak przystało żonie. A to, że wygadywałaś, że Denis ma wszystko robić sam! Nie pozwolę tak się obchodzić z moim synkiem.
Maria spojrzała na Denisa. Milczał, spuszczając głowę.
– Wiedziałeś o tym?
– Masza, mama chciała jak najlepiej…
– Wiedziałeś? – podniosła głos Maria.
– Tak, wiedziałem – westchnął Denis. – Ale zrozum, mama zaproponowała dobry remont. Porządny. Za swoje pieniądze.
– W moim mieszkaniu! Bez mojego pozwolenia!
– Nie krzycz na syna! – wtrąciła się Galina Pietrowna. – Denisiu, wyjaśnij żonie, że w rodzinie główny jest mężczyzna, a nie ona.
– Gdzie są moje rzeczy? – zapytała Maria.
– Na daczę wywieźliśmy – mruknął Denis. – Tam będą przechowane.
– Na czyją daczę?
– Na mamusi. Wszystko całe, nie martw się.
Maria obwiodła wzrokiem gołe ściany. Parkiet, który sama układała, był zerwany. Tapety, które wybierała trzy miesiące, wisiały strzępami.
– Zniszczyliście mój dom.
Teściowa skrzywiła się.
– Nie rób histerii. My go ulepszamy. Będzie jak z żurnala.
– Z żurnala „Teściowa dokucza synowej”?
– Masza, widzę, że nie jesteś w nastroju do rozmowy – protekcjonalnie powiedziała Galina Pietrowna. – Denisiu, zabierz żonę, niech się uspokoi. A ja tymczasem zrobię pomiary.
– Uspokoję się? – powtórzyła Maria. – Uspokoję się?
– Masza, nie denerwuj się – poprosił Denis. – Mama stara się dla nas.
– Dla nas? Czy dla ciebie i niej?
– No już wystarczy! – powiedział zirytowany mąż. – Wielka rzecz, meble wymienimy. Za to będzie ładnie.
Maria spojrzała na niego długim wzrokiem. Ten człowiek spokojnie pozwolił zdemolować jej dom. Jej wieloletni trud. Jej przestrzeń. I wszystko po to, żeby zdobyć władzę.
