– Alleczka, no proszę – Igor przysiadł na brzegu łóżka, gdzie żona składała bieliznę. – Mama tak potrzebuje pomocy. Dom zupełnie zaniedbany, a samej jej się nie uda.
Alla nie podniosła wzroku znad sterty koszulek. Już wiedziała, do czego zmierza mąż.
– Igor, mam urlop. Chcę odpocząć, a nie harować na twoją matkę.
– Jakie harowanie? – Igor spróbował wziąć żonę za rękę, ale Alla się odsunęła. – Po prostu trochę pomożesz. Pobędziecie razem, porozmawiacie od serca.
Alla w końcu podniosła głowę. W jej oczach błysnęło coś twardego.
– Od serca? Twoja matka przez półtora roku naszego małżeństwa ani razu nie rozmawiała ze mną od serca. Tylko rozkazy i wyrzuty.
– Alla, co ty mówisz?
– Mówię prawdę! – głos Ally stał się głośniejszy. – „Alla, przynieś herbatę. Alla, umyj naczynia. Alla, dlaczego zupa jest niesłona?” I ani jednego dziękuję. Ani jednego dobrego słowa.
Igor wstał i zaczął chodzić po pokoju.
– Mama po prostu taki człowiek. Surowy. Ale w głębi duszy dobry.
– Surowy? – Alla gwałtownie odwróciła się do męża. – Ona traktuje mnie jak służącą! Pamiętasz, jak na twoje urodziny spędziłam cały wieczór w kuchni? Gotowałam, myłam, sprzątałam. A twoja mama siedziała z gośćmi i opowiadała, jaka jestem nieporadna.
– Alleczka, no przestań wyciągać stare sprawy.
– Stare? To było miesiąc temu!
Igor zatrzymał się przed żoną i wziął ją za ramiona.
– Słuchaj, może to szansa, żeby poprawić relacje? Pobędziecie razem, poznacie się lepiej.
Alla wyswobodziła się z jego uścisku.
– Igor, błagam cię. Pojedźmy nad morze. Albo chociaż zostańmy w mieście i odpocznijmy. Tak się zmęczyłam w tym roku.
– Pieniądze na morze potrzebne duże – westchnął Igor. – A u mamy pomieszkamy za darmo.
– Za darmo? – Alla zaśmiała się gorzko. – Ja tam będę pracować jak koń! Plewić ogród, sprzątać dom, gotować na całą twoją rodzinę.
– Jaką rodzinę?
– Przecież wiesz! Twoja ciocia Lida z dziećmi ciągle przyjeżdża. Sąsiad wujek Kola co wieczór zagląda. Wszyscy jedzą, a sprzątać kto będzie?
Igor usiadł w fotelu i potarł twarz dłońmi.
– Mama mówi, że dom się rozpada. Dach przecieka, płot się przekrzywił. Sama nie da rady.
– Niech wynajmie robotników!
– Za jakie pieniądze? Emerytura groszowa.
Alla usiadła naprzeciwko męża. W jej głosie pojawiły się błagalne nuty.
– Igor, zrozum. Pracuję jako księgowa. Cały rok cyfry, raporty, kontrole. Muszę wyłączyć myślenie, odprężyć się. A nie kopać grządki pod komendą twojej matki.
– No tydzień tylko – Igor pochylił się do przodu. – Maksymalnie dziesięć dni.
– A potem co? Raisa Michajłowna powie: „No, ledwo się rozkręciłyśmy, a tyle jeszcze roboty”. I przeciągnie się na cały urlop.
– Nie przeciągnie się.
– Przeciągnie się! – Alla wstała i podeszła do okna. – Twoja matka jest mistrzynią w zmuszaniu ludzi do robienia tego, czego ona chce.
Igor też wstał i objął żonę od tyłu.
– Alleczka, tak mi głupio przed mamą. Liczy na nas.
– Na mnie liczy – poprawiła Alla. – Ciebie też traktuje jak pana domu.
– Co ty wymyślasz?
– Nic nie wymyślam. Pamiętasz, jak byliśmy w zeszłym roku? Ty łowiłeś ryby z wujkiem Kolą, a ja cały dzień myłam podłogi.
Igor zamilkł. Alla miała rację, ale nie chciał się do tego przyznać.
Mąż spojrzał na Allę wzrokiem nieszczęsnego szczeniaka. To było nie fair.
– Dobrze – w końcu poddała się Alla. – Ale tylko dziesięć dni. I jeśli twoja matka zacznie mnie wyzyskiwać, wyjadę.
– Dziękuję, kochanie! – Igor mocno przytulił żonę. – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Pozostałe dwa tygodnie do urlopu Alla pracowała z ciężkim sercem. Każdego wieczoru dzwoniła Raisa Michajłowna.
– Alleczka, układam tu plany – oznajmiała radośnie teściowa. – Cały ogród trzeba przekopać. Szklarnię naprawić. A w domu generalnych porządków dawno nie robiłam.
– Raiso Michajłowno, a Igor nam pomoże?
– Igor jest mężczyzną, jemu przypadnie ciężka praca. Będzie naprawiał płot. A my z tobą zajmiemy się kobiecymi sprawami.
Alla rozumiała: wpadła w pułapkę. Teściowa już podzieliła role. Igor – przy męskiej robocie, Alla – przy całej reszcie.
– Chcę jeszcze zaprosić rodzinę – kontynuowała Raisa Michajłowna. – Lidka z dziećmi stęskniła się w mieście. Niech u nas posiedzą tydzień.
– A gotować na wszystkich kto będzie? – ostrożnie zapytała Alla.
– No przecież razem! – zaśmiała się teściowa. – Nauczę cię prawdziwego barszczu gotować. I pierogi piec.
Każda taka rozmowa kończyła się tak samo. Alla odkładała słuchawkę i rozumiała: urlop zamieni się w katorgę.
W sobotę rano ładowali rzeczy do samochodu. Alla w milczeniu wkładała torby do bagażnika, a mąż próbował ją pocieszyć.
– Alleczka, nie martw się tak. Nie będzie tak strasznie, jak myślisz.
– Igor, twoja mama już rozpisała mi program na cały tydzień – Alla zatrzasnęła bagażnik. – Ogród, szklarnia, generalne porządki.
– Mama trochę przesadziła. Naprawdę nie jest taka wymagająca.
– Nie jest? – Alla odwróciła się do męża. – Igor, twoja matka przez półtora roku nie powiedziała mi ani jednego miłego słowa. Tylko krytyka i nowe zadania.
– Jest starej daty. Przywykła wszystko robić sama.
– To niech robi! – Alla wsiadła do samochodu i zatrzasnęła drzwi.
Podróż trwała trzy godziny. Igor przez całą drogę przekonywał żonę, że matka się zmieniła, że teraz będzie inaczej. Że rozmawiał z nią wczoraj. I Alla nie będzie pracować. Po prostu pomoże przy drobiazgach. Alla patrzyła w okno i w myślach odliczała dni do powrotu do domu.
