— Co to ma być?! — Śnieżana odrzuciła poduszkę i zerwała się z łóżka, pospiesznie narzucając szlafrok. — Taisjo Pietrowno! Czy pani zupełnie oszalała?!
Teściowa stała w drzwiach sypialni z odkurzaczem w ręku, jakby nagle zastygła w kadrze kiepskiego filmu. Siwe włosy miała potargane, a na twarzy malował się wyraz tak niewinny, że aż trudno było w niego uwierzyć.
— Śnieżanko, przecież nie wiedziałam, że jeszcze śpicie… Jest już ósma rano, więc pomyślałam…
— Pomyślała pani?! — głos Śnieżany podniósł się o oktawę. — Jeszcze raz wejdzie pani do naszej sypialni bez pozwolenia, a wyleci pani z domu! Mówię poważnie!
Andriej jęknął i zakrył twarz dłońmi. Zaczęło się. Właściwie każda sobota wyglądała podobnie. Matka przyjeżdżała „pomóc w domu”, a kończyło się kolejną awanturą.
— Śnieżka, nie krzycz tak… — mruknął, ale żona była już gotowa do walki.
— Mam nie krzyczeć?! Twoja matka wpada do naszej sypialni, kiedy my… kiedy my… — policzki Śnieżany zrobiły się czerwone. — Przecież to kompletnie niestosowne!
Taisja Pietrowna odstawiła odkurzacz pod ścianę i teatralnym gestem przyłożyła dłoń do serca.
— Boże, co ja takiego zrobiłam? Chciałam tylko posprzątać, kiedy odpoczywacie. Przecież nie dostałam kluczy po to, żeby…
— Kluczy! — Śnieżana rzuciła się do szafki nocnej i chwyciła pęk kluczy. — Koniec! Zabieram je! Mam już dość!
— Śnieżanko… — głos teściowej zadrżał z urazy. — Przecież chcę dla was dobrze. Mieszkanie jest małe, a u was taki bałagan…
— Jaki bałagan?! — Śnieżana wskazała pokój. — Wczoraj wszystko sprzątaliśmy!
— No tak, wczoraj… A dzisiaj już… — Taisja Pietrowna pokazała ubrania leżące na krześle i zmiętą pościel. — Sama widzisz.
Andriej usiadł na brzegu łóżka i potarł skronie. Miał trzydzieści dwa lata, a w takich chwilach czuł się jak nastolatek przyłapany przez rodziców w najbardziej niezręcznym momencie.
— Mamo, może naprawdę nie powinnaś przychodzić tak wcześnie…
— Andriejku! — teściowa odwróciła się do syna tak gwałtownie, że poły szlafroka aż zafalowały. — Przecież wiesz, że chcę tylko pomóc! Pracuję przez cały tydzień, przychodzę w sobotę, żeby was odciążyć, a tutaj witają mnie jak trędowatą!
Śnieżana prychnęła.
— Jak trędowatą! Oczywiście! Pani po prostu nie zna żadnych granic! Wchodzi pani do sypialni bez pukania, do łazienki, kiedy biorę prysznic…
— Myślałam, że nikogo tam nie ma!
— A zapukać? Zapytać? Zadzwonić przed przyjazdem?
Za ścianą coś z hukiem spadło, a chwilę później rozległ się przytłumiony męski głos:
— Taiska! Gdzie ty tam zniknęłaś? Zoja już od pół godziny parzy herbatę!
Śnieżana przewróciła oczami.
— Wspaniale! Wujek Mitia też tu jest! I babcia Zoja! Cała delegacja!
— Przyjechali rano — wymamrotała Taisja Pietrowna z poczuciem winy. — Wujek Mitia kupił samochód i chciał go pokazać Andriejowi…
— O ósmej rano! W sobotę! — Śnieżana rozłożyła ręce. — Wy sobie ze mnie żartujecie?
Drzwi sypialni otworzyły się jeszcze szerzej. W progu pojawił się wujek Mitia, około sześćdziesięcioletni mężczyzna z zakolami, ubrany w pogniecioną koszulę.
— Co tu się dzieje? Krzyki słychać w całym mieszkaniu! — Rozejrzał się i zobaczył Śnieżanę w szlafroku, Andrieja w bieliźnie oraz Taisję z odkurzaczem. — Oj… przepraszam. Nie wiedziałem, że…
— Wujku Mitia! — ryknęła Śnieżana. — Koniec! Wszyscy wynocha z sypialni!
— Śnieżka… — Andriej spróbował chwycić żonę za rękę, ale natychmiast ją cofnęła.
— Nie dotykaj mnie! Przecież widzisz, co się tu dzieje! To jest niemożliwe! Nie mamy żadnej prywatności!
Z kuchni dobiegł dźwięk tłuczonego naczynia, a potem głos babci Zoi:
— Oj, filiżanka się stłukła! Mitia, pomóż!
— Już idę, Zoju, już idę! — Wujek Mitia szybko wycofał się z pokoju.
Taisja Pietrowna nadal stała obok odkurzacza i patrzyła na synową z miną głęboko skrzywdzonej osoby.
— Ja naprawdę chciałam tylko pomóc…
— Pomóc?! — Śnieżana podniosła z podłogi wczorajsze dżinsy i zaczęła wkładać je na spodnie od piżamy. — Pani chce nas kontrolować! Chce pani wiedzieć wszystko: kiedy śpimy, kiedy wstajemy, co jemy, jak żyjemy!
— Ja się tylko troszczę…
— Troszczy się pani?! Wczoraj zaglądała pani do lodówki i urządziła nam wykład o jogurtach z przekroczonym terminem ważności!
Andriej wstał i powoli założył spodnie. Głowa zaczynała mu pękać. Kolejna sobota zamieniała się w koszmar.
— Mamo — odezwał się w końcu — naprawdę musimy się jakoś umówić. Dzwoń przed przyjazdem. I nie wchodź do sypialni bez pukania.
— Andriejku! — Taisja Pietrowna załamała ręce. — Przecież jestem twoją matką! Dałam ci życie, zmieniałam pieluchy, nie spałam po nocach, kiedy chorowałeś… A teraz co? Stałam się obca we własnym domu?
Śnieżana powoli odwróciła się w jej stronę.
— We własnym domu? — zapytała bardzo spokojnie. W jej oczach pojawił się jednak niebezpieczny błysk. — Przepraszam, Taisjo Pietrowno, czyj to właściwie dom?
— No… ja miałam na myśli… — teściowa się zawahała.
— Co dokładnie miała pani na myśli? Że to pani dom? Że my jesteśmy tu tylko tymczasowo?
— Nie, Śnieżanko, nie o to mi chodziło…
— Więc o co? — głos Śnieżany był teraz cichy, a przez to jeszcze bardziej stanowczy. — Że może pani przychodzić, kiedy chce? Robić, co chce? I mówić wszystko, co pani przyjdzie do głowy?
Z kuchni dobiegł kolejny huk i zdenerwowany głos babci Zoi:
— Mitia! Gdzie położyłeś cukiernicę? Przecież dopiero co stała na stole!
— Mam dość. — Śnieżana zerwała kurtkę z wieszaka. — Wychodzę. Kiedy wasza rodzinna narada się skończy, zadzwoń — powiedziała do męża. — A klucze… — rzuciła pęk na łóżko — oto wasze bezcenne klucze. Tylko uprzedzam: następnym razem zrobię taką awanturę, że zbiegnie się cały blok!
Wybiegła z sypialni i trzasnęła drzwiami tak mocno, że żyrandol na korytarzu zadrżał.
Taisja Pietrowna powoli usiadła na krześle przy toaletce.
— Andriejku… Co ja takiego zrobiłam?
Andriej patrzył na zamknięte drzwi i czuł, jak wszystko ściska mu się w środku. Żona wyszła. Matka siedziała z nieszczęśliwą miną. Z kuchni dochodził odgłos tłuczonej porcelany i narzekania babci Zoi.
A dzień dopiero się zaczynał.
Rozmowa z przypadkowym nieznajomym
Śnieżana siedziała w kawiarni na rogu ich domu i bezmyślnie mieszała wystygłe cappuccino. Telefon milczał już od dwóch godzin. Ani jednego telefonu od męża. Ani jednej wiadomości.
„Pewnie mamusia już zdążyła zrobić mu pranie mózgu” — myślała, obserwując przechodniów za szybą. — „Opowie, jaka jestem niewdzięczna i jak źle ją traktuję…”
— Czy mogę się dosiąść? — męski głos wyrwał ją z zamyślenia.
Przy sąsiednim stoliku siedział sympatyczny mężczyzna około trzydziestki piątki, o inteligentnej twarzy i życzliwym spojrzeniu.
— Oczywiście — odpowiedziała Śnieżana i ponownie spojrzała przez okno.
— Przepraszam za ciekawość, ale wygląda pani na bardzo zdenerwowaną. Problemy rodzinne?
Odwróciła się w jego stronę. Zwykle nie wdawała się w rozmowy z obcymi mężczyznami, lecz tym razem desperacko potrzebowała powiedzieć komuś, co się wydarzyło. Najlepiej komuś, kto nie znał ani jej, ani Andrieja, ani Taisji Pietrowny.
— Skąd pan wiedział?
— Z doświadczenia — uśmiechnął się lekko. — Sam niedawno się rozwiodłem. Zresztą też przez teściową.
Śnieżana drgnęła.
— Naprawdę?
— Naprawdę. Żona uwielbiała swoją mamę, a mnie traktowała jak tymczasową niedogodność. W końcu zrozumiałem, że nie żyję z żoną, tylko z całą jej rodziną. I to właściwie jako służący.
— U mnie jest odwrotnie — powiedziała Śnieżana, popijając kawę. — Teściowa uważa, że nasze mieszkanie jest również jej terytorium. Przychodzi, kiedy chce, i robi, co chce.
— A mąż ją popiera?
— Mąż… — zawahała się. — Mąż próbuje wszystkich pogodzić. Tyle że niezbyt mu to wychodzi.
Nieznajomy skinął głową.
— Znam to. Mężczyźni w takich sytuacjach czasem zachowują się jak dzieci. Chcą, żeby wszyscy byli zadowoleni, a ostatecznie niezadowoleni są wszyscy.
W tej samej chwili telefon Śnieżany zawibrował. Wiadomość od Andrieja brzmiała: „Gdzie jesteś? Poszli już. Porozmawiamy?”
Pokazała ekran nieznajomemu.
— I co mam mu odpowiedzieć?
— A co chciałaby pani odpowiedzieć?
— Chciałabym… — zamyśliła się. — Chciałabym, żeby mnie ochronił. Żeby powiedział matce: „Mamo, to jest nasz dom i nasze zasady”. Ale on tego nie zrobi.
— W takim razie proszę powiedzieć mu to wprost.
— Przecież mówiłam! Dzisiaj wrzeszczałam jak szalona!
— Krzyczeć to nie to samo co rozmawiać — zauważył spokojnie mężczyzna. — Proszę spróbować wyjaśnić mu bez krzyku, co pani czuje.
