Rok ciszy i pierwsze spotkanie z wnukiem
Po tamtym wydarzeniu kontakt praktycznie się urwał. Katia nie pozwoliła, aby mąż zabierał matkę do ich mieszkania. Jewgienij nadal dzwonił do Alli i czasami ją odwiedzał, ale prawie nigdy nie opowiadał o swojej żonie.
Mówił tylko najważniejsze rzeczy: że pracuje, że jest zdrowa, że pozdrawia.
Alla była przekonana, że to Katia nastawia syna przeciwko niej. Wierzyła, że od dziewczyny, którą uważała za niedojrzałą, nie można oczekiwać niczego innego.
A teraz pojawiło się dziecko. Jej wnuk. A ona nie była częścią tego życia.
Dzwoniła do Jewgienija codziennie, ale syn odpowiadał krótko i chłodno. W końcu, gdy po raz kolejny zapytała o dziecko, westchnął zmęczony.
— Mamo, nie mogę z tobą o tym rozmawiać. Wiesz przecież, jaka jest nasza sytuacja.
— Jewgienij, ale przecież urodził się twój syn! Mój wnuk! Chcę go zobaczyć!
— Katia kategorycznie się nie zgadza.
— Proszę cię… — głos Alli się załamał. — Wiem, że wtedy nie miałam racji. Przepraszam. Ale to przecież mój wnuk.
Zapadła cisza.
— Chcę tylko go zobaczyć. Przyjechać na trochę. Pomóc wam. Obiecuję, że będę się zachowywać inaczej.
— Mamo…
— Jewgienij, błagam.
Płakała szczerze i syn to słyszał. W końcu się zgodził.
— Dobrze. Porozmawiam z Katią. Ale niczego nie obiecuję.
Rozmowa Jewgienija z żoną była trudna. Katia chodziła po kuchni, trzymając na rękach śpiącego synka.
— Oszalałeś? Po tym wszystkim, co powiedziała?
— Katiusza, przeprosiła. Płakała. To moja matka.
— I moja teściowa, która uważała, że nie jestem ciebie warta.
— Ona już tak nie myśli. Zmieniła się.
— Ludzie się nie zmieniają, Jewgienij.
— Daj jej szansę. Proszę. Chce zobaczyć naszego syna.
Katia zatrzymała się i spojrzała na męża. Widziała zmęczenie pod jego oczami. Wiedziała, że trudne noce z niemowlęciem odbijają się na nim tak samo jak na niej.
Widziała też, że jest rozdarty między żoną a matką.
— Dobrze — powiedziała w końcu. — Ale jeśli zacznie choć raz…
— Nie zacznie. Obiecuję.
Alla przyjechała z ogromną torbą prezentów. Były tam grzechotki, ubranka i buciki — wszystko, co udało jej się znaleźć najlepszego.
Katia przywitała ją przy drzwiach chłodnym skinieniem głowy.
— Dzień dobry.
— Katiusza, dzień dobry! — Alla próbowała ją przytulić, ale synowa się odsunęła. — Mogę zobaczyć malucha?
— Śpi. Chodźmy do kuchni.
Alla rozejrzała się po mieszkaniu. Wszędzie były rzeczy związane z dzieckiem i codziennym życiem. Na krzesłach suszyło się pranie, na stoliku leżały butelki, chusteczki i kosmetyki.
„Bałagan” — pomyślała. „Zupełnie sobie nie radzi”.
Usiadły w kuchni i wypiły herbatę. Rozmowa nie chciała się kleić. Alla mówiła o pogodzie, sąsiadach i codziennych sprawach. Katia odpowiadała krótko, cały czas nasłuchując, czy dziecko się nie obudziło.
W końcu z pokoju dziecięcego dobiegł płacz.
— Pójdę — szybko wstała Katia.
— Mogę iść z tobą?
Weszły razem do pokoju. W łóżeczku leżał maleńki człowiek, który czerwienił się i poruszał nóżkami.
Alla zamarła.
— Jaki on malutki… Jaki bezbronny…
— Tak podobny do Jewgienija — wyszeptała.
Katia wzięła syna na ręce i zaczęła go uspokajać.
— Chyba jest głodny. Muszę go nakarmić.
— Poczekam w przedpokoju.
— Nie trzeba. Proszę usiąść, jeśli chce pani zostać.
