Kilka minut później wszyscy zebrali się w głównym pokoju. Ojciec Reginy, Don Ernesto Velasco, uniósł kieliszek, drżącą ręką.
„Moja córka zaufała Javierowi”. Zanim odszedł, poprosił nas, żebyśmy go nie porzucali. W przyszłym tygodniu porozmawiamy z prawnikami o nieruchomościach, udziałach w firmie i powiernictwie, które Regina chciała dla niego chronić.
Javier spuścił głowę z udawaną pokorą.
„Nigdy nie pragnąłem niczego materialnego. Regina była moim życiem”.
Potem Teresa wyszła na środek pokoju.
„Co za cud, Javier. Pochowałeś swoją matkę dziś rano, a dziś po południu stoi tuż przed tobą”.
Zapadła cisza niczym stłuczony talerz.
Javier podniósł wzrok. Jego twarz zbladła.
„Mamo…”
Don Ernesto zmarszczył brwi.
„Mamo?”
Camila zrobiła krok naprzód.
„A ja jestem Camila Ríos, jego prawowita żona”.
Kobieta westchnęła.
Javier uniósł ręce.
„Camila, proszę, nie rób tego tutaj”.
„Tutaj?” odpowiedziała. Wczoraj powiedziałeś mi, że twoja matka zmarła i że nie mogę iść na pogrzeb, bo ona zmarła.
Zdradziłem cię. Dziś znalazłem ją żywą, a potem znalazłem cię grzebiącego kobietę, którą poślubiłeś, będąc jeszcze moim mężem.
Matka Reginy chwyciła się za pierś.
„Powiedział nam, że jest rozwiedziony”.
„Nigdy nie podpisałam papierów rozwodowych” – powiedziała Camila. „Nigdy mnie o niczym nie powiadomiono. Nigdy nie było separacji”.
Don Ernesto zwrócił się do Javiera.
„Wyjaśnij to”.
Javier otworzył usta, ale nic nie wydobył z siebie.
Teresa wyciągnęła teczkę z rachunkami.
„Przez prawie rok zabierałeś mi oszczędności, mówiąc, że Camila ma długi i że ją ratujesz. Powiedziałeś jej, że jestem chora i że potrzebujesz pieniędzy na moje leczenie. Wymyśliłeś też mojego raka?”
Javier zakrył twarz.
„Byłem zdesperowany”.
