„Podpisz, bo będę to ciągnął latami” – warknął na mnie mąż, przerzucając papiery przez penthouse, za który zapłaciłam w całości. Uśmiechnął się, jakby wyrzucenie mnie miało mnie złamać. Spojrzałam mu w oczy, wzięłam długopis i podpisałam bez drżenia rąk. Zostawiłam klucze na ladzie, poszłam w stronę windy i nie obejrzałam się. Myślał, że wygrał. Następnego ranka zadzwonił do niego jego własny prawnik, krzycząc: „Czy ty w ogóle wiesz, co ona ci zrobiła?”. I po raz pierwszy pewność siebie na jego twarzy ustąpiła miejsca przerażeniu.
—Podpisz, albo będę to ciągnął latami — warknął mój mąż, wpychając dokumenty w moją stronę, do apartamentu, za który zapłaciłam sama.
