– Nie wiem. A ty?
– Też nie wiem. – Rusłan przetarł twarz dłońmi. – Karin, a co by było… gdybyśmy zaczęli od nowa? Szczerze, bez kłamstw, bez ingerencji mamy?
Karina spojrzała na męża. W półmroku wydawał się młodszy, bardziej bezbronny. Takiego go pokochała dwadzieścia lat temu.
– A co z domem? Z mieszkaniem?
– Sprzedamy. Kupimy inne. Tylko nasze. – Rusłan wziął ją za rękę. – I kluczy nikomu więcej nie damy.
– Nawet mamie?
– Zwłaszcza mamie. – Uśmiechnął się krzywo. – Chociaż ona teraz raczej nieprędko wpadnie.
Karina wyczuła w kieszeni kopertę z umową. Soczi, nowe życie, wolność… Albo Rusłan, dwadzieścia lat wspólnej historii i szansa, by wszystko naprawić?
– Rusłan – powiedziała w końcu – jeśli zostanę… jeśli dam ci tę szansę… to po raz ostatni. Rozumiesz?
– Rozumiem.
– Żadnych więcej kompromisów z twoją matką. Żadnych „taka już jest” i „nie zwracaj uwagi”.
– Obiecuję.
– I nie będę się nią opiekować. W ogóle. To twoje zadanie.
– Zgadzam się.
Karina powoli wyjęła kopertę i rozerwała ją na pół.
