– Złaź ze skutera, piękna, pojeździłaś – i już wystarczy – major Siemionow leniwie szturchnął palcem w lusterko, od czego żałośnie zabrzęczało i zwisło, trzymając się na jednej śrubie.
Inna spokojnie postawiła skuter na podpórce. Silnik zacharkał jeszcze kilka razy i zamilkł, pozostawiając w rozgrzanym lipcowym powietrzu zapach przegrzanego oleju. Nad drogą unosiły się fale gorąca. Asfalt zdawał się miękki, jakby topił się w słońcu, a trawa na poboczu pokryta była szarym kurzem.
Przyjechała tu tylko na kilka dni – na ślub przyjaciółki z dzieciństwa. Nie brała samochodu z miasta, pożyczyła od brata stary skuter. Zwykłe ubranie – dżinsy, prosty T-shirt, włosy schowane pod kaskiem. Niczym się nie wyróżniała.
Siemionow zbliżył się, ciężko przestępując z nogi na nogę. Jego twarz była czerwona od upału, koszula mokra od potu.
– Dokumenty – rzucił krótko, nawet się nie przedstawiając.
Inna zdjęła kask i spojrzała na niego spokojnie.
– W ogóle to najpierw powinien się pan przedstawić. I wyjaśnić powód zatrzymania. A lusterko właśnie pan zepsuł.
Major na chwilę się zmieszał. Zazwyczaj kierowcy zachowywali się tu zupełnie inaczej – spieszyli się, by przypodobać się, usprawiedliwiali. A ta dziewczyna mówiła pewnie.
– Będziesz mnie uczyć? – zaśmiał się. – Tu ja decyduję, co i jak. Dlaczego jechałaś bez kasku?
– Zdjęłam go dopiero po zatrzymaniu – odpowiedziała równo Inna.
– Oczywiście – skrzywił się. – A mnie się wydaje, że leciałaś bez niego całą drogę. I przekroczyłaś prędkość. Sierżancie! – krzyknął w stronę radiowozu. – Spisz protokół. Cały pakiet. Niech posiedzi, pomyśli, jak rozmawiać.
Młody sierżant podszedł niepewnie.
Inna spokojnie podała dokumenty.
– Proszę. Tylko proszę wszystko sporządzić zgodnie z prawem.
Siemionow wziął papiery, rzucił na nie okiem i chciał już coś powiedzieć, ale nagle zmarszczył brwi. Potem spojrzał jeszcze raz – uważniej. Jego wyraz twarzy się zmienił.
– To… co to jest… – wymamrotał.
W tym momencie podszedł do nich pułkownik, który właśnie przyjechał na miejsce.
– Co tu się dzieje? – zapytał surowo.
Major podał mu dokumenty.
Pułkownik otworzył je.
I zamilkł.
Wokół zrobiło się jakby ciszej. Nawet wiatr ucichł.
Podniósł oczy na Inną – już zupełnie innym spojrzeniem.
– Pani… dlaczego nie poinformowała pani wcześniej? – jego głos brzmiał powściągliwie, ale z szacunkiem.
Siemionow zbladł.
– Towarzyszu pułkowniku, ona naruszyła… – zaczął, ale się zająknął.
– Wystarczy – przerwał ostro pułkownik.
Zamknął dokumenty i starannie zwrócił je Innej.
– Przepraszam za działania funkcjonariuszy.
Sierżant zamarł.
Siemionow stał, nie wiedząc, gdzie podziać wzrok.
A Inna spokojnie schowała dokumenty i założyła kask.
– Po prostu przestrzegajcie prawa – powiedziała cicho.
I w tych prostych słowach zabrzmiało więcej siły niż we wszystkich krzykach majora.
Po chwili już odjechała, zostawiając za sobą tylko cichy warkot silnika.
A w wydziale jeszcze długo panowała cisza.
Cisza w wydziale była nie tylko ciężka – była ogłuszająca, przytłaczająca. Pułkownik Gromow, mężczyzna około pięćdziesiątki, z siwizną na skroniach i zmęczonym spojrzeniem, powoli przeszedł do swojego gabinetu, nie mówiąc ani słowa. Major Siemionow, zazwyczaj pewny siebie i arogancki, stał pośrodku korytarza, jakby przygwożdżony do podłogi. Jego twarz, jeszcze niedawno czerwona od upału i złości, teraz nabrała ziemistego odcienia. Sierżant Pietrow, młody i jeszcze do końca nieprzesiąknięty systemem, patrzył na majora z ukrytym przerażeniem i niedowierzaniem.
„Co to było?” – kręciło się w głowie Pietrowa. Nigdy nie widział pułkownika w takim stanie. Gromow był znany ze swojej surowości, ale zawsze zachowywał zimną krew. A tu… Jego głos, gdy mówił do Inny, był pełen szacunku, niemal pełen strachu. I te słowa: „Pani… dlaczego nie poinformowała pani wcześniej?” Co miała zgłosić? I komu?
Siemionow w końcu ruszył z miejsca, jego ruchy były gwałtowne i nerwowe. Wpadł do swojego gabinetu, trzaskając drzwiami tak, że zadrżały szyby. Pietrow słyszał, jak coś spadło i rozbiło się w środku. Potem zapadła nowa cisza, jeszcze bardziej złowieszcza.
Pułkownik Gromow siedział za swoim biurkiem, wpatrzony w jeden punkt. Na biurku leżały dokumenty Inny, które tak starannie jej zwrócił. Ale w jego pamięci odcisnęło się każde słowo, każda pieczęć, każdy podpis. To nie były zwykłe dokumenty. To była przepustka do świata, o którego istnieniu większość ludzi nawet nie miała pojęcia. Świata, gdzie zasady pisano nie tutaj, nie w tym zakurzonym miasteczku, i nie przez tego majora.
Inna Kowalowa. Wiek: 28 lat. Miejsce pracy: zamknięta placówka naukowo-badawcza pod egidą Ministerstwa Obrony. Stanowisko: główny specjalista ds. kryptografii i analizy danych. Adnotacje: dopuszczenie najwyższego stopnia tajności, bezpośredni dostęp do… Gromow wzdrygnął się. Bezpośredni dostęp do samego ministra. I nie tylko dostęp, ale status osobistego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Jej legitymacja była podpisana osobiście przez ministra, a na odwrocie widniała czerwona pieczęć, którą widział tylko raz, wiele lat temu, na dokumentach dotyczących tajemnicy państwowej szczególnej wagi.
„Dlaczego nie poinformowała wcześniej?” – to pytanie dręczyło go. Nie dlatego, że była do tego zobowiązana. Ale dlatego, że jej pojawienie się tutaj, w tak niepozornym przebraniu, na starym skuterze, mogło oznaczać tylko jedno: była tu w konkretnej sprawie. W sprawie, która prawdopodobnie dotyczyła jego wydziału. I jego samego.
Nacisnął przycisk interkomu.
– Pietrow, proszę wejść.
Sierżant wszedł, stając na baczność. Był blady, ale w jego oczach widać było ciekawość.
– Co się stało, towarzyszu pułkowniku? – odważył się zapytać.
Gromow podniósł na niego wzrok. – Pietrow, widział pan, jak major Siemionow zepsuł lusterko na skuterze obywatelki?
– Tak jest, towarzyszu pułkowniku. Ja… chciałem go powstrzymać, ale…
– Rozumiem. Proszę sporządzić raport. Szczegółowy. O wszystkich działaniach majora Siemionowa od momentu zatrzymania pojazdu do jej odjazdu. Proszę uwzględnić fakt zniszczenia mienia i rażącego zachowania. I niech pan nie zapomni wspomnieć, że się nie przedstawił.
Pietrow mrugnął ze zdziwieniem. To był rozkaz, który mógł kosztować Siemionowa karierę. A może i wolności.
– Rozkaz, towarzyszu pułkowniku.
– I jeszcze. Proszę sprawdzić wszystkie protokoły sporządzone przez majora Siemionowa z ostatniego miesiąca. Szczególną uwagę proszę zwrócić na te, gdzie figurowały drobne wykroczenia, ale z maksymalnymi mandatami lub groźbami odebrania prawa jazdy. Proszę szukać prawidłowości. Skarg od obywateli. Wszystkiego, co może wskazywać na przekroczenie uprawnień lub… korupcję.
Pietrow poczuł, jak po plecach przebiega mu zimny dreszcz. To było poważne. Bardzo poważne. Inna Kowalowa, nie wiedząc o tym, uruchomiła reakcję łańcuchową, która mogła wysadzić cały wydział w powietrze.
Tymczasem Inna jechała zakurzoną drogą, zostawiając za sobą miasteczko i jego problemy. Jej spokój był pozorny. W środku kipiała wściekłość. Nie z powodu chamstwa majora – do tego była przyzwyczajona. Ale dlatego, że nawet tutaj, na prowincji, system nadal gnił. Nie przyjechała tu na wesele. Ślub był tylko przykrywką. Jej prawdziwe zadanie było znacznie bardziej delikatne i niebezpieczne.
Kilka tygodni wcześniej do jej wydziału wpłynęła informacja o możliwym wycieku tajnych danych z jednego z regionalnych centrów łączności, znajdujących się niedaleko tego miasteczka. Wyciek był niewielki, ale charakter danych wskazywał, że to nie przypadek, a celowe działanie. I co najniepokojące – wyciek szedł kanałami, które uważano za absolutnie bezpieczne. To oznaczało, że „kret” siedział bardzo głęboko.
Została wysłana incognito, by ocenić sytuację na miejscu, nie zwracając na siebie uwagi. Jakiekolwiek oficjalne śledztwo mogło spłoszyć przestępców i wpędzić ich w podziemie. Miała być „oczami i uszami” Ministerstwa, zbierać informacje, identyfikować słabe punkty i, jeśli się poszczęści, wyjść na trop organizatorów.
I już pierwszego dnia natknęła się na to. Drobne, z pozoru, wykroczenie, ale pokazało jej przekrój lokalnej władzy. Skorumpowany major, zastraszony sierżant, pułkownik, który najwyraźniej wiedział o problemach, ale wolał przymykać oczy. Albo był zbyt słaby, by cokolwiek zmienić.
„Po prostu przestrzegajcie prawa” – jej słowa były skierowane nie tylko do Siemionowa. Były skierowane do całego systemu, który pozwalał takim jak on prosperować. Wiedziała, że jej dokumenty zrobią wrażenie. Liczyła na to. To był jej sposób na „oznaczenie terytorium”, na danie do zrozumienia, że pojawił się tu ktoś, kto nie będzie tolerował bezprawia.
Wieczorem tego samego dnia, gdy słońce już zachodziło za horyzont, barwiąc niebo na krwisto, Inna siedziała w małej kawiarni na obrzeżach miasta. Piła herbatę i przeglądała wiadomości na tablecie. Nic niezwykłego. Ale jej wzrok przykuł jeden artykuł o lokalnym biznesmenie, który niedawno wygrał duży przetarg na budowę dróg. Przetarg, który, jak głosiły plotki, został „przepchnięty” przez administrację miasta.
Przypomniała sobie, jak major Siemionow mówił o „prędkości” i „przekroczeniu”. To nie był przypadek. W jej dokumentach, oprócz innych uprawnień, widniał jej status jako funkcjonariuszki uprawnionej do przeprowadzania czynności operacyjno-rozpoznawczych, w tym do korzystania ze specjalnych środków technicznych. I używała ich. Jej skuter był wyposażony w miniaturowy, ale potężny zestaw do zbierania informacji. Rejestrował nie tylko prędkość i trasę, ale także rozmowy radiowe, sygnały telefonów komórkowych, nawet słabe emisje elektromagnetyczne. I gdy Siemionow ją zatrzymał, sam tego nie wiedząc, wpadł pod jej „kapturek”.
Jego słowa o „przekroczeniu prędkości” nie były przypadkowe. Kilka minut przed zatrzymaniem, jej system zarejestrował dziwny wzrost aktywności na jednej z częstotliwości używanych przez lokalne służby. To był krótki, zaszyfrowany sygnał, który, jak przypuszczała, był związany z tym właśnie wyciekiem. I major Siemionow mógł być częścią tego łańcucha.
