Nowy początek i stare problemy
Po wyjściu z kancelarii Waleria długo nie mogła zebrać myśli. Na zewnątrz świeciło słońce, powietrze było mroźne, lecz ona niemal tego nie zauważała.
Zadzwonił Jegor.
— Lera, przepraszam — powiedział błagalnym tonem. — Byłem pijany. Powiedziałem za dużo. Zacznijmy od nowa. Zmienię się, obiecuję.
— Jegor…
— Mama też żałuje! Powiedziała, że nie miała racji. Chcemy wszystko naprawić. Wróć do domu, proszę.
W tle Waleria usłyszała głos Raisy Fiodorowny, która najwyraźniej podpowiadała synowi, co ma mówić.
— Nie.
— Ale Lera…
— Nie wrócę, Jegor. Rozpoczynam rozwód.
Rozłączyła się i pojechała do pracy. Potrzebowała zajęcia, które choć na chwilę odciągnęłoby ją od problemów.
Rita przywitała ją szerokim uśmiechem.
— Lera, gratulacje! Dostałaś awans. Od teraz jesteś starszym menedżerem!
Była to pierwsza dobra wiadomość od dłuższego czasu. Waleria uśmiechnęła się po raz pierwszy od wielu godzin.
Wieczorem wynajęła pokój w niedrogim hotelu. Nie chciała wracać do Jegora. Położyła się na twardym łóżku i długo patrzyła w sufit.
Wiedziała, że zaczyna się nowy etap. Nie miała jednak pewności, czy będzie to spokojne nowe życie, czy kolejna walka — z Wiktorem Gromowem, Jegorem i Raisą Fiodorowną.
Jedno wiedziała na pewno: nie zamierzała już pozwalać, by ktoś traktował ją jak bezwolną ofiarę.
Telefon ponownie zawibrował.
Na ekranie pojawiła się wiadomość z nieznanego numeru:
„Waleria, to twoja ostatnia szansa. Dobrowolnie zrezygnuj z mieszkania. Inaczej pożałujesz. W.G.”
Usunęła wiadomość i wyłączyła telefon. Była wyczerpana, ale nie mogła zasnąć. Wiedziała, że czeka ją walka, i nie miała jeszcze pewności, czy wystarczy jej sił.
Przygotowania do procesu
Termin rozprawy wyznaczono za dwa tygodnie. W tym czasie Waleria mieszkała w hotelu, chodziła do pracy i regularnie spotykała się z adwokatem.
Jegor dzwonił każdego dnia. Raz błagał ją o powrót, innym razem groził. Raisa Fiodorowna zaangażowała dalszych krewnych. Telefonowali ciotki, kuzyni i inni członkowie rodziny, przekonując Walerię, że niszczy rodzinę.
Piątego dnia do biura agencji wszedł Wiktor Gromow. Zignorował protestującą sekretarkę i podszedł prosto do biurka Walerii.
— Nieźle się urządziłaś — powiedział, rozglądając się po nowoczesnym biurze. — Szkoda byłoby stracić taką pracę.
— Czego pan chce?
— Porozmawiać. Masz problemy z mężem, prawda? Mogę pomóc. Dobry adwokat rozwodowy, wszystko szybko i bez niepotrzebnego rozgłosu. W zamian rezygnujesz z mieszkania.
— Proszę natychmiast wyjść.
— Uparta jesteś — odpowiedział z uśmiechem. — Wiesz, czego się dowiedziałem? Twoja ciotka przed śmiercią trzy razy zmieniała testament. Najpierw wszystko zapisywała mnie, potem jakiemuś funduszowi pomagającemu zwierzętom, a później tobie. Dziwne, prawda?
Waleria poczuła niepokój. Po raz pierwszy przemknęła jej przez głowę myśl, że może jego zarzuty mają jakieś podstawy.
— Mam świadków — ciągnął Wiktor. — Sąsiedzi potwierdzą, że Jewgienija Kiriłłowna zapominała zamykać gaz i myliła dzień z nocą. Klasyczne oznaki demencji.
— Kłamie pan.
— Sprawdź sama. Mieszkanie na Czystych Prudach, numer dwanaście. Porozmawiaj z sąsiadami. Tylko obawiam się, że oni już porozmawiali ze mną. I otrzymali za to odpowiednie podziękowanie.
Po jego odejściu Waleria długo siedziała nieruchomo przed monitorem. Jeśli rzeczywiście przekupił świadków, proces mógł wyglądać zupełnie inaczej, niż zakładała.
Sąsiedzi ciotki ujawniają prawdę
Wieczorem pojechała na Czyste Prudy. Dom okazał się starym budynkiem z czasów stalinowskich, z wysokimi sufitami i zaniedbaną klatką schodową. Mieszkanie ciotki znajdowało się na czwartym piętrze.
Drzwi jednego z mieszkań otworzyła starsza kobieta o życzliwych oczach.
— Do kogo pani przyszła?
— Jestem siostrzenicą Jewgienii Kiriłłowny. Waleria.
Twarz kobiety natychmiast się rozjaśniła.
— Leroczka! Żenia tyle o tobie opowiadała! Wejdź, proszę. Nazywam się Kławdija Iljiniczna. Mieszkałam z nią przez ścianę.
W niewielkim mieszkaniu pachniało wypiekami i starymi książkami. Kławdija Iljiniczna posadziła Walerię przy stole i nalała jej herbaty.
— Żenia bardzo chciała się z tobą spotkać. Szukała cię, ale nie mogła znaleźć. Wyszłaś za mąż, zmieniłaś nazwisko. A potem zachorowała…
— Proszę mi powiedzieć… czy była wtedy w pełni świadoma?
Starsza kobieta spojrzała na nią ze zdziwieniem.
— Oczywiście! Była niezwykle inteligentną kobietą. Do ostatnich dni czytała książki i rozwiązywała krzyżówki. Ten łajdak Wiktor przychodził do niej i żądał pieniędzy. Wyrzuciła go. A teraz, jak słyszałam, chce odebrać ci mieszkanie.
— Przychodził również do pani?
— Tak. Proponował mi pieniądze za zeznanie, że Żenia była niepoczytalna. Wyrzuciłam go. Pietrowna z trzeciego piętra zrobiła to samo. Ale Siemionowowie… — zawahała się. — Oni się zgodzili. Mają długi, więc dali się skusić.
Waleria zapisała nazwiska sąsiadów, którzy byli gotowi powiedzieć prawdę. Łącznie było pięć osób.
Przy wyjściu Kławdija Iljiniczna objęła ją.
— Żenia chciała, żebyś była szczęśliwa. Mówiła, że czuje, iż potrzebujesz tego mieszkania. Nie oddawaj go temu człowiekowi.
