Dzielnicowy wszedł do przedpokoju.– Obywatelu, nie wpuszczono właścicielki do lokalu?Artem zerknął na matkę.– Konflikt rodzinny.– Zadałem pytanie.Marina podała dokumenty.– Mieszkanie jest moje. Syn ma w nim udział. Wczoraj zabrano mi telefon, klucze i dokumenty. A raczej nie pozwolono mi ich zabrać.– Nikt nic nie zabierał – szybko powiedziała teściowa. – Sama wyszła.Tamara Siergiejewna postąpiła krok do przodu.– Sama wyszła w kapciach? Bez kurtki? W taką pogodę? Nie śmieszcie ludzi.Antonina Pawłowna rzuciła jej złe spojrzenie.– Pana nikt nie pytał.– A mnie właśnie zapytają – odpowiedziała sąsiadka. – Jestem świadkiem.
Ukryta prawda wychodzi na jaw
Dzielnicowy zwrócił się do Artema.– Telefon, klucze, dokumenty. Natychmiast.Artem w milczeniu przyniósł telefon. Potem torbę. Teczka z dokumentami leżała na kuchennym stole. Ale kiedy Marina ją otworzyła, głównej umowy w środku nie było.– Gdzie jest umowa?– Jaka umowa? – zapytała Antonina Pawłowna zbyt szybko.Marina spojrzała na nią.– Ta, którą rano pokazywałam.Swietłana nagle odwróciła się do okna.Ola zauważyła to pierwsza.– Proszę sprawdzić w jej torbie.– Nie ważcie się! – krzyknęła Swietłana.Dzielnicowy zmarszczył brwi.– Obywatelko, co ma pani w torbie?– Moje rzeczy.– Proszę pokazać.Swietłana przycisnęła torbę do siebie.– Nie mam obowiązku.– Ma pani obowiązek, jeśli jest zgłoszenie o zaginięciu dokumentu.Marina już wszystko zrozumiała.– Piszę zawiadomienie – powiedziała.Swietłana pobiegła w stronę drzwi, ale Ola stanęła na drodze.– Dokąd tak? Przecież pani tylko przyszła w odwiedziny.Z torby wyciągnięto umowę, kopię zaświadczenia o prawie własności i kilka wyciągów bankowych. Starannie złożone w koszulkę.Antonina Pawłowna usiadła na taborecie.Artem patrzył to na matkę, to na siostrę.– Mamo, co to jest?– Chcieliśmy sprawdzić – powiedziała teściowa. – Wyjaśnić.– W cudzej teczce?– Nie w cudzej! – wybuchła Antonina Pawłowna. – Jesteś moim synem! Mam prawo wiedzieć, dlaczego jakaś kobieta wygania cię z domu!– Mamo – Artem mówił wolno, jakby sam sobie tłumaczył – wiedziałaś, że to nie moje mieszkanie?Teściowa milczała.– Wiedziałaś? – powtórzył.Swietłana nagle powiedziała:– Mamo, przestań. I tak już wszystko jasne.Marina zwróciła się do niej.– Co jest jasne?Swietłana zaśmiała się, ale już bez dawnej bezczelności.– Mama chciała, żeby Artem złożył pozew o podział majątku. Mówiła, że skoro jesteście w związku małżeńskim, to coś mu się należy. A jeśli cię dobrze nastraszy, sama zgodzisz się przepisać część na Denisa i Artema. Albo chociaż sprzedać mieszkanie i podzielić się.Marinie z zimnały palce.– Czyli wczoraj wyrzucili mnie nie ze złości?Artem zbladł, ale milczał.– Nie wymyślaj – powiedziała Antonina Pawłowna. – Swietłana plecie bzdury.– Nie bzdury – mruknęła Swietłana. – Sama mówiłaś: „Marina jest słaba, boi się awantur. Najważniejsze to nacisnąć przez dziecko”.Denis stał w drzwiach swojego pokoju. Bardzo cicho.– Babcia naprawdę tak mówiła? – zapytał.Antonina Pawłowna gwałtownie podniosła się z miejsca.– Denisku, nie słuchaj dorosłych. Babcia cię kocha.Chłopiec odskoczył o krok.– Nie chcę takiej miłości.To zdanie zabolało bardziej niż jakiekolwiek krzyki.
Nowy początek – już bez strachu
Artem usiadł na krześle i zakrył twarz dłońmi.Marina wzięła syna za ramiona.– Idź do pokoju, kochanie. Skończymy już.– Nie – powiedział Denis. – Chcę słyszeć. Bo potem znowu powiedzą, że to wina mamy.Dzielnicowy wyjął notes.– Będziemy spisywać wyjaśnienia.Antonina Pawłowna natychmiast zmieniła ton. Głos stał się miękki, niemal żałosny.– Marina, no co ty robisz? Jesteśmy rodziną. Pokłóciliśmy się, zdarza się. Jestem starszą kobietą, nerwy. Artem zmęczony. Swietłana powiedziała bez namysłu.– Nie – powiedziała Marina. – Nie pokłóciliśmy się. Przygotowywaliście się.– Co ty opowiadasz?– Ukradła pani dokumenty z mojej teczki. Chciała pani naciskać przez dziecko. Okłamywała pani sąsiadów, że mieszkanie jest Artema. Przychodziła pani tu jak do siebie przez lata. A wczoraj postanowiła pani, że można mnie wyrzucić za drzwi, a ja przybiegnę przepraszać.Antonina Pawłowna spojrzała na syna.– Artem, powiedz jej!Ale Artem milczał.– Powiedz! – zażądała. – Jesteś mężczyzną, czy nie?On podniósł głowę.– Wczoraj nie byłem mężczyzną. Byłem twoim posłusznym chłopcem.Teściowa zamarła.– Co?– Wyjdź, mamo.– Wyrzucasz mnie?
