Lena stała przed lustrem w przedpokoju i poprawiała nową fryzurę, kiedy za plecami usłyszała znajome chrząknięcie.
Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, jaką minę ma Siergiej.
Przez ostatnie miesiące nauczyła się rozpoznawać ją niemal bezbłędnie: mieszanina wyrzutu, niezadowolenia i ledwie ukrywanego przekonania, że właśnie zrobiła coś, z czego powinna się tłumaczyć.
— Ile to kosztowało? — zapytał bez powitania, wskazując na jej włosy.
— Dzień dobry również tobie, kochanie — odpowiedziała sucho Lena, nadal patrząc w lustro. — Trzy tysiące.
Siergiej gwizdnął, jakby właśnie przyznała się do czegoś niewybaczalnego. :contentReference[oaicite:0]{index=0}
— Trzy tysiące za strzyżenie? Masz włosy ze złota? W domu ostrzygłbym cię maszynką w pięć minut.
Lena wreszcie się odwróciła.
— Mógłbyś.
— No właśnie.
— Tylko efekt też byłby odpowiedni.
Siergiej prychnął.
— A co takiego miałoby być nie tak? Włosy jak włosy. W twoim wieku żadna fryzura już specjalnie nie pomoże.
Zdanie zawisło w powietrzu jak uderzenie.
Lena poczuła, jak coś ściska ją w środku.
Miała trzydzieści cztery lata.
Nadal uważała się za atrakcyjną kobietę.
A przynajmniej próbowała tak o sobie myśleć.
— Rozumiem — powiedziała tylko.
Minęła go i poszła do kuchni.
Rodzinny budżet, czyli jej wydatki pod lupą
Podczas śniadania Siergiej wrócił do swojego ulubionego tematu.
Pieniędzy.
A właściwie pieniędzy Leny.
Rozłożył przed sobą wydrukowane wyciągi z jej karty bankowej z miną śledczego analizującego dowody.
— A to co? — wskazał jedną z pozycji. — „Złota Róża”, siedem tysięcy. Co to za sklep?
— Z butami — odpowiedziała Lena, mieszając kawę.
— Siedem tysięcy za buty? Ile ty w ogóle masz par w domu? Dwadzieścia?
— Czternaście. Na wszystkie pory roku.
— A ile masz nóg? Dwie! Czyli wystarczyłyby dwie pary. Jedne do pracy, drugie po domu.
Lena podniosła na niego wzrok.
Czasami naprawdę miała wrażenie, że patrzy na obcego człowieka.
Gdzie zniknął Siergiej sprzed trzech lat?
Ten, który kupował jej kwiaty bez okazji.
Zabierał ją do restauracji.
Mówił, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką zna.
Kiedy dokładnie zamienił się w człowieka, który analizuje każdy jej zakup?
— A to? — Siergiej nie przestawał. — „L’Etoile”, cztery tysiące. Znowu kosmetyki?
— Potrzebuję dobrej kosmetyki do pracy.
— Po co? Przecież nie jesteś modelką. Klienci przychodzą do ciebie po poradę, a nie oglądać twoją twarz.
W tym momencie do kuchni weszła Galina Pietrowna, matka Siergieja.
Mieszkała z nimi od pół roku.
Po śmierci męża została sama, a Siergiej nalegał, żeby przeprowadziła się do syna i synowej.
Od tamtej pory Lena coraz częściej czuła się we własnym mieszkaniu jak na polu minowym.
Każdy zakup mógł zostać skomentowany.
Każda decyzja oceniona.
Każdy dzień przynosił kolejną uwagę.
— Dzień dobry — powiedziała przeciągle teściowa, mierząc Lenę wzrokiem. — Co ty zrobiłaś z włosami?
— Obcięłam.
Galina Pietrowna skrzywiła usta.
— A mnie się wydawało, że po prostu źle spałaś.
Usiadła obok syna i niemal natychmiast włączyła się do dyskusji.
— Sieriożeńka ma rację, kochana. Po co wydawać takie pieniądze? Ja całe życie sama farbowałam włosy i jakoś mężczyźni za mną biegali.
Lena przypomniała sobie fotografie młodej Galiny Pietrowny.
Nie skomentowała.
Spieranie się nie miało sensu.
Teściowa zawsze potrafiła znaleźć kolejne zdanie, którym mogła ją ukłuć.
— Mama ma rację — podchwycił Siergiej. — Żyjemy ponad stan. Trzeba zacząć oszczędzać.
Lena odłożyła łyżeczkę.
— Na czym dokładnie mamy oszczędzać? Nie kupuję futer za pół miliona. Nie spędzam każdego weekendu w salonach piękności. Buty, fryzjer i kosmetyki to normalne wydatki.
— Normalne! — prychnęła Galina Pietrowna. — Za moich czasów kobiety potrafiły utrzymać mężczyznę przy sobie bez całego tego blichtru.
Lena nie wytrzymała.
— Za pani czasów kobiety podobno również codziennie gotowały barszcz.
Zapadła napięta cisza.
Siergiej podniósł brwi.
Aluzja była czytelna.
Galina Pietrowna rzeczywiście oczekiwała, że synowa będzie przygotowywała dla niej osobne potrawy, prała jej rzeczy i generalnie troszczyła się o nią jak o osobę chorą.
Tyle że teściowa była zdrowa.
I wyjątkowo energiczna, kiedy trzeba było krytykować Lenę.
— Nie rozumiem, dlaczego reagujesz tak agresywnie — powiedział Siergiej. — Rozmawiamy tylko o rodzinnym budżecie.
— O moim budżecie — poprawiła go Lena. — To moja pensja.
— Jesteśmy rodziną. To są nasze pieniądze.
Im więcej zarabiała, tym bardziej ją kontrolował
Po śniadaniu Lena zamknęła się w łazience.
Przez dłuższą chwilę patrzyła na swoje odbicie.
Kiedy brali ślub, Siergiej zarabiał więcej.
Wtedy nigdy nie analizował jej zakupów z taką dokładnością.
W ciągu ostatnich dwóch lat sytuacja się jednak zmieniła.
Lena została główną konsultantką w kancelarii prawnej.
Jej zarobki wzrosły.
Siergiej nadal pracował jako menedżer średniego szczebla.
I im większy był dochód Leny, tym dokładniej mąż zaczął kontrolować jej wydatki.
Jakby w chwili, gdy przestał być osobą zarabiającą więcej, próbował odzyskać przewagę poprzez decydowanie, na co wolno jej wydawać własne pieniądze.
Kilka kolejnych dni upłynęło w napiętej atmosferze.
Lena coraz dłużej zostawała w pracy.
Nie dlatego, że miała tak wiele obowiązków.
Po prostu coraz mniej chciała wracać do domu.
Tam czekały na nią wymowne spojrzenia teściowej i kolejne uwagi Siergieja.
Pomysł na wspólne wakacje
W czwartek wieczorem siedzieli przed telewizorem.
Lena od kilku dni zastanawiała się, czy powinni spróbować jeszcze raz zrobić coś razem.
Może odpocząć.
Zmienić otoczenie.
Na chwilę przestać kłócić się o rachunki i codzienne drobiazgi.
— Sierioż — zaczęła ostrożnie. — Może pojechalibyśmy gdzieś odpocząć? Dawno nigdzie nie byliśmy razem.
Siergiej oderwał wzrok od telefonu.
— Odpocząć? A skąd weźmiemy pieniądze?
— Dostałam premię. Możemy polecieć do Turcji. Do dobrego hotelu. All inclusive.
— Ile to kosztuje?
— Na dwie osoby pewnie około stu, może dwustu tysięcy.
Siergiej zagwizdał.
— Dużo. Ale pomysł niezły.
Lena zaczęła się uśmiechać.
Wtedy dodał:
— Tylko skoro ty proponujesz, to ty płacisz.
Uśmiech zniknął.
Coś w niej pękło.
Zaproponowała wspólny wyjazd, ponieważ chciała spróbować naprawić relację.
A on po raz kolejny sprowadził wszystko do tego, kto zapłaci.
— Dobrze — odpowiedziała cicho. — Zapłacę.
Siergiej natychmiast się ożywił.
— No i świetnie!
Odwrócił się w stronę kuchni.
— Mamo! Jedziemy do Turcji!
Galina Pietrowna pojawiła się w drzwiach z ręcznikiem w dłoni.
— Do Turcji? Jak cudownie! Zawsze chciałam zobaczyć ich zabytki.
Lena spojrzała na nią.
— My jedziemy. Ja i Siergiej.
Teściowa natychmiast przybrała cierpiętniczą minę.
— Och, kochana, a co ze mną? Zostawicie mnie tutaj samą?
Lena od razu zrozumiała, co się dzieje.
Siergiej zaczął:
— Mamo, no przecież…
Galina Pietrowna nie dała mu skończyć.
— Sieriożeńka, ja wszystko rozumiem. Młodzi chcą pobyć sami. Ale po śmierci taty zrobiło mi się tak samotnie… A poza tym we troje będzie weselej.
Lena patrzyła na tę scenę jak na źle zagrane przedstawienie.
Teściowa nie wyglądała na zagubioną.
Wyglądała na wyrachowaną.
Doskonale wiedziała, że jeśli Lena odmówi, natychmiast zostanie przedstawiona jako bezduszna synowa, która zostawia samotną wdowę w domu.
— Oczywiście, Galino Pietrowno — powiedziała. — Polecimy we troje.
Trzysta pięćdziesiąt tysięcy za trzy osoby
Następnego dnia Lena odwiedziła swoją przyjaciółkę Irinę, pracującą w biurze podróży.
Ira przeglądała dostępne oferty.
— Mam bardzo dobry wariant — powiedziała. — Pięciogwiazdkowy hotel w Antalyi. All inclusive, baseny, animacje. Tylko trochę drogi. Za trzy osoby wyjdzie trzysta pięćdziesiąt tysięcy.
Lena skrzywiła się.
— Pokaż coś tańszego.
Ira kliknęła inną ofertę.
— Tutaj cztery gwiazdki, ale opinie są dobre.
Lena skinęła głową.
Patrzyła na ekran, ale myślami była gdzie indziej.
W jej głowie zaczynał się rodzić zupełnie inny plan.
Nie wiedziała jeszcze, że po powrocie do domu dostanie idealny powód, żeby go zrealizować.
„Może ty zostaniesz w domu?”
Wieczorem, kiedy wróciła z pracy, Siergiej czekał na nią.
— Lena, rozmawialiśmy z mamą.
Lena powoli zdjęła kurtkę.
— I co ustaliliście?
Domyślała się, że odpowiedź jej się nie spodoba.
— Sama mówiłaś, że na trzy osoby jest drogo. Więc pomyśleliśmy z mamą… może ty zostaniesz w domu?
Lena znieruchomiała.
Siergiej mówił dalej:
— Nam odpoczynek się przyda. A na ciebie i tak dużo pieniędzy idzie. Nie obrazisz się, prawda?
Przez kilka sekund Lena jedynie patrzyła na niego.
Miała wrażenie, że stoi na krawędzi czegoś bardzo głębokiego.
— Czyli ja płacę za wakacje, a wy jedziecie beze mnie?
Galina Pietrowna natychmiast wkroczyła do rozmowy.
— Przecież oszczędzamy! Zamiast trzech wycieczek kupimy dwie. A tobie nawet lepiej będzie odpocząć spokojnie w domu. W pracy się męczysz, a jeszcze na urlopie miałabyś się przemęczać.
Lena spojrzała najpierw na teściową, potem na męża.
— Rozumiem.
Nie powiedziała nic więcej.
Tej nocy prawie nie spała.
Leżała obok chrapiącego Siergieja i analizowała ostatnie miesiące.
Powoli, niemal niezauważalnie, stała się w ich rodzinie kimś w rodzaju bankomatu.
Ona zarabiała.
Oni oceniali, na co wolno jej wydawać.
Ona zaproponowała wspólny urlop.
Oni postanowili pojechać bez niej.
Za jej pieniądze.
A co najbardziej absurdalne, przedstawiali to tak, jakby robili jej przysługę.
