Rozmowa, której nie mogliśmy już dłużej odkładać
Następnego dnia przyjechałem pierwszy. Zająłem stolik przy oknie, zamówiłem kawę i czekałem. Olga pojawiła się dokładnie o dziewiętnastej, punktualna jak zawsze. Miała na sobie czarny płaszcz, który kupiłem jej z okazji poprzedniego 8 marca, a włosy związała w kucyk.
— Cześć — powiedziała cicho.
— Cześć.
Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Kelner przyniósł moją kawę i zapytał Olgę o zamówienie. Poprosiła o herbatę.
— Igor, nie wiem, od czego zacząć — powiedziała, kiedy zostaliśmy sami. — Jestem winna. Całkowicie. Ale chcę, żebyś wiedział…
— Osiem miesięcy — przerwałem jej. — Nie trzy. Osiem.
Zbladła.
— Dowiedziałeś się?
— Wynająłem detektywa. Wiem o mieszkaniu przy Gagarina. Wiem, że Witalij jest żonaty. Wiem też, że nie byłaś pierwszą zamężną kobietą w jego życiu.
Olga zakryła twarz dłońmi.
— Boże… Nie wiedziałam o żonie. Przysięgam.
— Ale wiedziałaś, że zdradzasz mnie.
Opuściła ręce. Miała zaczerwienione oczy.
— Tak. Wiedziałam. I zachowałam się podle. Ale Igor… ciebie prawie nigdy nie było w domu. Ciągle delegacje, projekty, spotkania. Czułam się samotna.
— I to ma być usprawiedliwienie?
— Nie — pokręciła głową. — To nie jest usprawiedliwienie. To wyjaśnienie.
Kelner przyniósł jej herbatę. Olga nawet jej nie dotknęła.
— Zerwałam z nim — powiedziała po chwili. — Tego samego dnia, kiedy wyszedłeś z domu. Napisałam, że więcej nie chcę się z nim spotykać. Próbował mnie przekonać, obiecywał różne rzeczy, ale zrozumiałam, że dla niego wszystko było grą.
— Dopiero kiedy nas nakryłem?
— Nie. Zrozumiałam to wcześniej. Tydzień przed twoim powrotem. Chciałam ci powiedzieć, ale nie wiedziałam jak. Tamtego ranka przyszedł bez zapowiedzi. Powiedziałam mu, żeby wyszedł, tylko ty wróciłeś, zanim zdążył się zebrać.
Patrzyłem na nią i nie wiedziałem, czy mogę uwierzyć w każde słowo. Detektyw mówiła, że Witalij potrafił manipulować kobietami. Być może rzeczywiście próbował ją zatrzymać. Ale równie dobrze Olga mogła próbować złagodzić to, co zrobiła.
— Igor, nie proszę cię o wybaczenie — powiedziała. — Rozumiem, że możesz mi nigdy nie wybaczyć. Chcę tylko, żebyś wiedział, że zrozumiałam swój błąd. Jeśli zdecydujesz się odejść, przyjmę to.
Upiłem łyk kawy. Była gorzka i zupełnie mi nie smakowała.
— Potrzebuję czasu — odpowiedziałem. — Dużo czasu. Nie jestem teraz w stanie podjąć decyzji.
— Ile?
— Nie wiem. Miesiąc. Dwa. Może więcej.
Skinęła głową.
— Dobrze. Będę czekać.
Wyszliśmy z kawiarni razem, lecz po chwili każde ruszyło w inną stronę. Olga poszła w kierunku metra, ja do samochodu. Było w tym rozstaniu coś ostatecznego, jakby jedna część naszego wspólnego życia właśnie się zakończyła, a kolejna jeszcze nie zdążyła się rozpocząć.
Trzy tygodnie później
Przez kolejne trzy tygodnie mieszkałem u Artioma. Pracowałem zdalnie i próbowałem nie myśleć o Oldze. Nie było to jednak łatwe. Przypominały mi o niej piosenki w radiu, zapach kawy i zwyczajne drobiazgi, które przywoływały wspomnienia naszego wspólnego życia.
Pewnego dnia ponownie zadzwoniła Tamara Siergiejewna.
— Igorze Władimirowiczu, mam wiadomości. Witalij Kniaziew trafił do szpitala. Jego żona dowiedziała się o kolejnym romansie. Nie chodziło o Olgę, tylko o inną kobietę. Doszło do awantury i żona złożyła pozew o rozwód. Witalij zaczął pić, a później miał wypadek. Jest na oddziale intensywnej terapii.
Słuchałem w milczeniu i nie potrafiłem określić, co właściwie czuję. Współczucie, satysfakcję, złość? A może nic.
— Jego żona chce walczyć o majątek w sądzie — kontynuowała Tamara Siergiejewna. — Kluby fitness, konta, samochody — wszystko zostało zajęte.
— Dlaczego mi pani o tym mówi?
— Ponieważ Olga ani razu nie odwiedziła go w szpitalu. Sprawdziłam. Naprawdę zakończyła tę relację.
Po rozmowie długo siedziałem przy oknie. Artiom był w pracy i w mieszkaniu panowała cisza. Na zewnątrz padał pierwszy w tym styczniu śnieg, ciężki i mokry.
