Powrót do domu i próba rozpoczęcia od nowa
Wieczorem pojechałem do domu. Naszego domu. Wszedłem po znajomych schodach, wyjąłem klucze i otworzyłem drzwi.
W mieszkaniu pachniało czystością i świeżo przygotowanym jedzeniem. Poszedłem do kuchni.
Olga stała przy kuchence. Przygotowywała moją ulubioną pastę z owocami morza i kremowym sosem. Kiedy mnie zobaczyła, zamarła z chochlą w dłoni.
— Przyszedłeś?
— Przyszedłem. Porozmawiać.
Wyłączyła palnik i wytarła ręce w ręcznik.
— Słucham.
— Nie wiem, czy będę potrafił ci wybaczyć — powiedziałem powoli. — Naprawdę nie wiem. To, co zrobiłaś, bardzo mnie zraniło. Ale zrozumiałem też coś o sobie. Byłem pochłonięty pracą, karierą i pieniędzmi. Ciebie zostawiałem samą.
— Igor…
— Pozwól mi skończyć. Chcę spróbować zacząć od nowa. Nie zapomnieć o tym, co się wydarzyło, bo to niemożliwe. Ale spróbować zbudować coś nowego. Jeśli ty też tego chcesz.
Olga przez chwilę nic nie mówiła. Potem podeszła i mnie objęła. Poczułem, że drży.
— Chcę — wyszeptała. — Bardziej niż czegokolwiek.
Staliśmy objęci pośrodku tej samej kuchni, w której trzy tygodnie wcześniej wydarzyła się absurdalna scena z jajecznicą. Zrozumiałem wtedy, że życie rzadko jest całkowicie czarne albo białe. Ludzie popełniają błędy, zdradzają i zadają sobie ból. Czasem próbują też naprawić to, co zniszczyli, i zacząć jeszcze raz.
Tej nocy rozmawialiśmy aż do rana. O tym, co się wydarzyło, czego oboje chcieliśmy i jak miałoby wyglądać nasze dalsze życie.
Powiedziałem, że zrezygnuję z połowy delegacji. Olga zdecydowała, że odejdzie z „Alfastroju”, ponieważ z tym miejscem wiązało się dla niej zbyt wiele wspomnień.
Rano przygotowaliśmy wspólne śniadanie.
Jajecznicę. Dla dwojga.
Bez Witalija, bez kłamstw i bez udawania, że przeszłość nigdy się nie wydarzyła.
Tylko my, kolejny dzień i szansa, którą postanowiliśmy wykorzystać.
