W drzwiach stał jej mąż
Przed Raisą pojawił się Aleksiej.
Miał na sobie tylko ręcznik. Jego włosy były mokre, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica.
Początkowo szeroko się uśmiechał, najwyraźniej przekonany, że za drzwiami stoi kurier. Kiedy jednak zobaczył żonę, uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy.
Przez kilka długich sekund Raisa i Aleksiej patrzyli na siebie w całkowitym milczeniu. Oboje byli równie zaskoczeni, choć z zupełnie innych powodów.
Nagle z głębi mieszkania dobiegł głos Iriny:
— Pączusiu, długo jeszcze? Dlaczego kurier nie zadzwonił domofonem?
„Kurier” nie musiał korzystać z domofonu. Raisa i Irina były tak blisko, że Raisa miała klucze umożliwiające jej wejście do budynku. Miały służyć na wszelki wypadek. Dlatego bez problemu dostała się na klatkę schodową i dotarła pod drzwi przyjaciółki.
Teraz stała naprzeciw własnego męża i nie potrzebowała już żadnych wyjaśnień dotyczących samochodu.
— Odsuń się — powiedziała w końcu.
Aleksiej nadal wyglądał na oszołomionego. Bez słowa zrobił krok w bok.
Raisa weszła do mieszkania i ruszyła w kierunku pokoju, z którego dochodził głos Iriny.
— Dlaczego nic nie mówisz? — ponownie odezwała się przyjaciółka.
Była w sypialni.
Raisa weszła do środka i zobaczyła Irinę leżącą na łóżku w czarnej koronkowej bieliźnie.
— Będziemy tutaj jeść? — zapytała Irina, zanim odwróciła głowę.
Kiedy zobaczyła Raisę, jej twarz natychmiast się zmieniła. Gwałtownie podniosła się na łóżku.
— Raisa? Co ty tutaj robisz? Przecież powinnaś być w pracy.
Raisa odpowiedziała niemal bez emocji:
— Zwolnili mnie wcześniej. Przyniosłam ci ciasto. Pomyślałam, że usiądziemy, napijemy się herbaty i porozmawiamy. Ale najwyraźniej masz już z kim pić herbatę.
Na jej twarzy pojawił się gorzki uśmiech.
— I jak ci się podoba mój mąż?
Irina szybko przykryła się kołdrą.
— Raisa, nie powinnaś była tego zobaczyć.
Te słowa tylko pogorszyły sytuację.
— A jak zamierzałaś mi o tym powiedzieć? Napisać poemat wierszem? Jak długo to trwa?
Wtedy Raisa usłyszała kroki za plecami. Aleksiej wszedł do sypialni.
Odwróciła się gwałtownie w jego stronę.
— Jak mogłeś?!
Ku jej zdumieniu na twarzy męża pojawił się lekki uśmiech. Raisa poczuła, jak serce zaczyna jej mocniej bić ze złości. Nie potrafiła zrozumieć jego reakcji. Czy naprawdę nie czuł nawet wstydu?
— Wiesz, chyba tak miało być — odpowiedział Aleksiej. — Powinnaś się dowiedzieć.
— Jak w ogóle mogliście mi to zrobić?!
Raisa z całych sił powstrzymywała łzy. Nie chciała płakać przy nich. W tej chwili czuła, że żadne z nich nie zasługuje na to, by zobaczyć jej rozpacz.
Słowa, których nie dało się cofnąć
Aleksiej wzruszył ramionami.
— A czego się spodziewałaś? Pamiętasz, jak było dobrze, kiedy dopiero się pobraliśmy? Byłaś wesołą dziewczyną. Można było z tobą robić różne rzeczy i rozmawiać o wszystkim. A później zaczęłaś bez przerwy mówić o dzieciach. „Chcę dziecka, chcę dziecka”. Miałem już tego dość. Zachowywałaś się jak histeryczna matka, chociaż nawet jeszcze nią nie zostałaś.
Raisa patrzyła na niego z niedowierzaniem.
— Ale przecież sam mówiłeś…
— A co miałem ci powiedzieć? Kiedy coś było nie po twojej myśli, od razu się denerwowałaś. A kiedy Irina wróciła, zobaczyłem w niej ciebie sprzed lat. Ona wie, czego chce od życia, i nie wymaga ode mnie czegoś, czego nie mogę jej dać. Powinienem był od początku ożenić się z nią, a nie z tobą.
Te słowa zabolały Raisę niemal równie mocno jak sama zdrada.
— Tak? Tylko wcześniej wcale by cię nie chciała! Przecież nie jesteś miliarderem!
— Jak widzisz, teraz jej to nie przeszkadza — odpowiedział Aleksiej.
Irina milczała przez chwilę, po czym powiedziała jedynie:
— Raisa, proszę, wybacz mi.
Raisa nie mogła uwierzyć, że przyjaciółka naprawdę prosi ją teraz o przebaczenie. Kobieta, której ufała od dzieciństwa, leżała w łóżku z jej mężem, a mimo to wypowiadała słowo „wybacz”, jakby można było nim naprawić to, co właśnie się wydarzyło.
Raisa spojrzała na przyniesione przez siebie ciasto.
Jeszcze niedawno przyszła tutaj z zamiarem spokojnego popołudnia z najlepszą przyjaciółką. Chciała usiąść przy herbacie, porozmawiać i spędzić z nią trochę czasu.
Teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
— Macie. Udławcie się tym ciastem.
Rzuciła ciastem prosto w Irinę, odepchnęła stojącego na drodze męża i wybiegła z mieszkania.
Dopiero wtedy przestała walczyć ze łzami.
