Wiadomość, która zmieniła wszystko
W poniedziałek rano, kiedy Nastia wyszła do szkoły, zadzwonił Siergiej.
— Wika, mam wiadomości. I nie będą przyjemne.
— Mów.
— Marina jest w ciąży. W piątym miesiącu. Wczoraj razem z Andriejem wybierali wózek.
Wika poczuła, jakby świat nagle się zatrzymał.
Powoli osunęła się na kanapę, a telefon niemal wypadł jej z dłoni.
— Wika? Jesteś tam?
— Siergiej… jesteś pewny?
— Całkowicie. Śledziłem ich wczoraj. Najpierw byli w sklepie dziecięcym, potem w sklepie dla kobiet w ciąży. Brzuch już widać. A Andriej wygląda na bardzo szczęśliwego.
— Pięć miesięcy… Czyli zaszła w ciążę w kwietniu.
W kwietniu Wika i Andriej ostatni raz byli ze sobą naprawdę blisko. Po jej urodzinach. Dostała wtedy od niego niedrogie kolczyki i bukiet zwiędłych tulipanów.
— Mam zdjęcia — powiedział Siergiej. — Jeżeli będziesz chciała je zobaczyć…
— Nie. Wierzę ci.
— Wszystko w porządku?
— Tak.
Skłamała.
Po rozłączeniu patrzyła długo w sufit.
Dziecko.
Andriej i Marina będą mieli dziecko.
Pięć lat wcześniej Wika sama mówiła o drugim dziecku. Andriej odrzucał ten pomysł. Twierdził, że to za drogie, że nie mają czasu, a Nastia i tak wymaga wiele uwagi.
Teraz okazało się, że problem wyglądał zupełnie inaczej.
Telefon ponownie zadzwonił.
Andriej.
— Cześć, słoneczko! Jak się masz?
Wika aż skrzywiła się na to czułe określenie. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak do niej mówił.
— Normalnie. Kiedy wracasz?
— Jestem już w drodze. Za jakieś dwie godziny będę. Stęskniłem się za moimi dziewczynami.
— Gotuję obiad. Twój ulubiony barszcz.
— Ale z ciebie gospodyni! Kocham cię!
Wika zacisnęła palce na telefonie.
— Ja ciebie też — odpowiedziała.
Po rozmowie poszła do łazienki. W lustrze zobaczyła rude włosy, blade policzki i zaczerwienione oczy.
Nie chciała, żeby zobaczył jej łzy.
Umyła twarz zimną wodą, poprawiła makijaż i założyła czarną sukienkę, którą Andriej kupił jej na poprzedni Dzień Kobiet.
Chciała, żeby zapamiętał kobietę, którą właśnie tracił.
Barszcz rzeczywiście ugotowała. Z mięsem, śmietaną i zieleniną. Dokładnie taki, jaki lubił.
Pomyślała, że robi to dla niego ostatni raz.
Prawda przy wspólnym stole
O trzeciej trzasnęły drzwi.
— Jestem! Ale pachnie! Mój ukochany barszcz!
Andriej wszedł do kuchni, objął ją od tyłu i pocałował w szyję.
— Strasznie tęskniłem. Ale pięknie wyglądasz. Jak królowa.
— Usiądź i jedz. Miałeś długą drogę.
Andriej zaczął jeść z apetytem.
— Pyszny. Mama nigdy nie nauczyła się robić takiego barszczu.
— A jak się czuje?
— Dobrze. Remont prawie skończony. Została tapeta i płytki w łazience.
— Sam wszystko robiłeś?
Andriej zawahał się.
— Nie całkiem. Marina pomagała. Z naszej księgowości, pamiętasz?
Wika ledwo powstrzymała emocje.
— Pamiętam. Młoda, ładna.
— Tak. Dobra dziewczyna. Pracowita.
— Ma męża?
— Nie. Jest wolna.
— W jej wieku? Taka ładna dziewczyna i jeszcze nie wyszła za mąż?
— Może nie spotkała odpowiedniego człowieka.
Nie patrzył jej w oczy.
— A dzieci chce mieć?
Andriej zakrztusił się barszczem.
— Skąd mam wiedzieć? Nie rozmawiamy o tym.
— Nie rozmawiacie? A o czym rozmawiacie?
— O pracy, planach… zwykłych rzeczach.
Wika nie ciągnęła tematu.
Nastia wróciła ze szkoły około wpół do piątej i od razu rzuciła się ojcu na szyję.
— Tato! Jesteś!
— Moja Nastia! Jak szkoła? Jak nowa fryzura? Ale z ciebie piękność rośnie.
— Wszystko dobrze. Tylko mama jest dziś jakaś dziwna. Bardzo cicha i smutna. Chyba za tobą tęskniła.
Andriej spojrzał w stronę kuchni, gdzie Wika zmywała naczynia.
Wieczorem, kiedy Nastia poszła spać, usiedli razem przy herbacie.
— Wika, co się z tobą dzieje? Jesteś strasznie spięta.
— Po prostu jestem zmęczona. Praca, dom.
— Może pojedziemy gdzieś na urlop? Dawno nigdzie nie byliśmy.
— Dokąd?
— Gdzie chcesz. Turcja, Egipt, może Europa.
— A pieniądze?
— Znajdą się. Przecież pracuję dla rodziny.
Wika pomyślała tylko, dla której rodziny dokładnie.
Po chwili spojrzała na niego.
— A gdybyśmy mieli jeszcze jedno dziecko, cieszyłbyś się?
Andriej znieruchomiał z filiżanką przy ustach.
— Skąd takie pytanie? Przecież rozmawialiśmy o tym. Jest już późno, a do tego pieniądze…
— Dla mnie późno. Dla młodej kobiety nie.
— Wika, o czym ty mówisz?
— O Marinie. O jej ciąży. O tym, że po raz drugi zostaniesz ojcem.
Andriej pobladł.
— Kto ci powiedział?
— Nieważne. To prawda?
Po długiej chwili kiwnął głową.
— Tak.
— Więc jutro się wyprowadzasz. Zabierasz swoje rzeczy i jedziesz do ciężarnej kochanki.
— Wika…
— I nie waż się teraz dodatkowo ranić Nastii. Powiesz jej, że masz dłuższy wyjazd służbowy. Resztą zajmiemy się później.
— A jeśli nie chcę odejść?
Wika roześmiała się bez radości.
— Czego więc chcesz? Mieć dwie rodziny? Kursować między naszym domem a wynajętym mieszkaniem? Myślisz, że się na to zgodzę?
— Możemy jeszcze porozmawiać.
— O czym? O tym, że mnie okłamywałeś? Czy o tym, jakie imię wybierzesz dla swojego dziecka?
Andriej nie odpowiedział.
— Koniec rozmowy. Dzisiaj śpisz w salonie. Jutro się pakujesz.
Następnego ranka Andriej poszedł do pracy jak zwykle. Pocałował Wikę na pożegnanie i obiecał, że wieczorem spokojnie porozmawiają.
Wieczorem jednak nie wrócił.
Nastia zapytała, gdzie jest tata. Wika powiedziała, że musiał pilnie wyjechać służbowo.
Następnego dnia dostała wiadomość:
„Wika, potrzebuję czasu. Na razie zamieszkam u Mariny. Nie martw się, będę przelewał pieniądze na kartę”.
Nie martw się.
Po raz pierwszy od wielu miesięcy Wika przespała noc spokojnie.
Koniec jednego życia
Andriej przez jakiś czas się nie pojawiał. Potem przyjechał po swoje rzeczy, kiedy Wiki nie było w domu.
Zostawił kartkę:
„Przepraszam. Tak będzie lepiej dla wszystkich”.
Podczas kolacji Nastia w końcu zapytała:
— Mamo, tata naprawdę jest w delegacji?
Wika wiedziała, że nie może dłużej kłamać.
— Nie do końca. Tata ma teraz trudny okres. Zakochał się w innej kobiecie.
— Naprawdę? I co teraz?
— Teraz ty i ja żyjemy swoim życiem. Dobrym życiem.
Nastia chwilę milczała.
— Wiesz, mamo, nie jestem aż tak zaskoczona. Ostatnio było w nim coś nieszczerego.
Wika pomyślała, że dzieci czasem wyczuwają kłamstwo szybciej niż dorośli.
Miesiąc później Siergiej przyszedł z dokumentami rozwodowymi.
— Zgodził się na wszystkie twoje warunki. Dom zostaje tobie, będzie płacił alimenty na Nastię. Prosi tylko o spotkanie.
— Po co?
— Nie wiem. Po prostu chce porozmawiać.
